Niezapomniane Łzy

Nigdy nie wysychają...

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Znów po długiej przerwie pojawił się rozdział. Wiem, że pewnie nie tego się spodziewałyście, mimo to zapraszam do czytania.
______________________________________________________________

"To moje życie! Czas, abym sama podejmowała decyzje. "


oczami Amy

- Mogę wiedzieć, co tu robisz do cholery?! - wrzasnęłam podchodząc bliżej Matta.
- Och, czy to już nie można odwiedzić córki? - odpowiedział, zerkając w stronę kuchni, w której siedziała Ronie z Justinem.
- Nie, jeśli całe jej życie przesiedzi się w pierdlu - wtrącił Colin.
- Ty się stary nie udzielaj. Znosiłem cię kiedy jeszcze była Sabine, ale jej nie ma. A właśnie, Amy, bo jest taka sprawa. Z racji tego, iż jestem wolny, powin... - przerwałam mu.
- Nawet o tym nie myśl, że ci ją oddamy!
- Rozumiem cię, ale nie sądzisz, że to ona powinna podjąć decyzję? W końcu ma już prawie 18 lat - po tych słowach, spojrzał znacząco w stronę kuchni.
W drzwiach stała Ronie, przysłuchiwała nam się i z trudem powstrzymywała łzy.

oczami Ronie

Odkąd mój ojciec pojawił się u nas w domu, przez ten czas siedziałam z Justinem w kuchni. Znaczy... trudno to nazwać siedzeniem, zamiast się uspokoić to krążyłam po całym pomieszczeniu, obgryzając jednocześnie paznokcie.

- Ronie, uspokój się - Justin, po raz kolejny, postanowił przywrócić mnie na ziemię. - Weź głęboki wdech, usiądź. Postaraj się o tym nie myśleć.
- Jak mam o tym nie myśleć, skoro mój ojciec siedzi w salonie.
- Wiem, że ci ciężko, ale takim zachowaniem wszystko dodatkowo potęgujesz.
- Tak wiem...
Momentalnie poczułam ucisk w górnej części nosa. To dziwne uczucie towarzyszyło mi zawsze w trudniejszych chwilach. Zanim się obejrzałam, moje policzki były całe mokre od łez. Justin zaraz do mnie podszedł, przytulił. Powtarzał mi na ucho, że będzie dobrze. Dzięki temu trochę się uspokoiłam. Jego głos mnie hipnotyzował. Uwierzyłam mu.

Minęło kilka minut. Usłyszałam tylko jak Amy podnosi głos. Odruchowo podniosłam się i stanęłam przy drzwiach, by lepiej słyszeć. Lekko nacisnęłam klamkę i wyjrzałam na korytarz. Drzwi od salonu były otwarte. Dostrzegłam w nich jedynie Matta. Po chwili zerknął w moją stronę i powiedział:
- Rozumiem cię, ale nie sądzisz, że to ona powinna podjąć decyzję? W końcu ma już prawie 18 lat.
Kolejny raz tego dnia łzy postanowiły opuścić moje oczy (tak wiem, lekka przeginka z tą poezją). Ze wszystkich sił starałam się, aby nie płakać. Zwłaszcza, że oczy pozostałych zwróciły się ku mnie.
- Ronie? Skarbie, wracaj do kuchni - odezwała się Amy. Dostrzegłam usatysfakcjonowane spojrzenie Matta, gdy przecząco pokręciłam głową.
- Nie mogę wciąż uciekać od przeszłości skoro to ona sama postanowiła do mnie przyjść - powiedziałam, a moja ciotka głośno zaczerpnęła powietrza.
- Ronie, co ty wyprawiasz? - usłyszałam za sobą szept Justina.
- Chcę chociaż spróbować go poznać - odparłam mu tym samym przyciszonym tonem. - Jeśli się nie uda, jeśli nie okaże się być dobrym ojcem, to o nim zapomnę.
- Obiecujesz? Nie chcę, żebyś przez niego płakała - powiedział Justin, po czym oplótł mnie od tyły rękami w pasie.
- Obiecuję. Będzie tak jak dawniej. Jakby w ogóle nie istniał - ostatnie zdanie powiedziałam ciut głośniej tak, aby Amy mogła mnie usłyszeć.
Uśmiechnęła się do mnie, co zaraz odwzajemniłam.
- Dobra. Skoro postanowiłaś spróbować, to może pójdziemy razem na spacer, co ty na to? - odezwał się po chwili Matt (trudno mi nazywać go tatą). - Pogadamy... w cztery oczy.
Wyraźnie podkreślił, że chce pogadać ze mną sam na sam. Spojrzał przy tym porozumiewawczo na Justina, jakby bał się, że ten pójdzie za nami. Uścisk chłopaka nieco się wzmocnił. Od razu zdałam sobie sprawę, że nie tak łatwo mu jest mnie oddać. W pewnym sensie, w tamtej chwili należałam do niego i nie zamierzał mnie puścić.
- Jest okej. Możesz mi zaufać, będzie dobrze Justin. Tylko porozmawiamy - spojrzałam mu w oczy. Miał zaciśniętą szczękę i ściągnięte brwi. Patrzył na Matta ze złością, ale gdy się odezwałam, zaraz się uspokoił.
- Dobrze... Eh, wiesz, że ci ufał. Po prostu się boję o ciebie. Zbyt wiele przeszłaś.
- Tak wiem, ale nie sądzisz, że nadszedł czas o wszystkim zapomnieć? Przed nami jeszcze całe życie. Powinniśmy myśleć o przyszłości, a nie o... - przerwał mi.
- Tak wiem, rozumiem. Idź, bo się rozmyślę.
- Dziękuję - odpowiedziałam i cmoknęłam go w policzek. Mimowolnie wypuścił powietrze przez usta, wzdychając przy tym z czułością.

Wyplątałam się z jego ramion i podeszłam do Matta, który właśnie zakładał na siebie kurtkę. Justin wyciągnął do mnie ręce, robiąc smutną minkę. Czułam jak musi mu być z tym wszystkim źle, ale w końcu to ja powinnam podejmować za siebie decyzje, a nie on czy Amy z Colinem. Chciałam jeszcze do niego podejść, przytulić go, ale jak to mówią - co za dużo to nie zdrowo.

Szliśmy z Mattem przez park, ścieżką wyłożoną z identycznych, malutkich kamyczków. Prawie w ogóle się nie odzywaliśmy. Dziwnie się przy nim czułam. Niby to mój ojciec, ale jednocześnie dorosły mężczyzna, którego wcale nie znam. Kojarzę go jedynie ze wspomnień. Mimo to głupio mi było mu powiedzieć, zwłaszcza teraz, kiedy zgodziłam się na to wszystko, odmówić mu "nadrabiania zaległych lat". Bądź co bądź jest moim ojcem i nie chciałam go ranić.
- Posłuchaj mnie Ronie. To, że nie było mnie przez ostatnie kilkanaście lat przy tobie, to nie znaczy, że cię nie kocham. Wiem, nie jestem odpowiednim typem ojca, ale chciałbym abyś dała mi szansę. Musisz tylko trochę mnie poznać - powiedział, gdy doszliśmy do małej fontanny.
- Spróbuję. Nie wiem tylko, czy będę potrafiła ci zaufać.
- Nie dziwię ci się. Byłem przecież dilerem i wsadzili mnie za to do więzienia.
- Nie o to mi chodzi.
- Więc o co?
- Uparłeś się, chciałeś się ze mną zobaczyć i włamałeś się do naszego domu, kiedy nikogo nie było.
- To prawda, ale to chyba nic złego prawda? Jesteś moją córką, a to nie przestępstwo, że chciałem cię odwiedzić. - Po krótkiej chwili dodał: - Po za tym drzwi były otwarte...
- Co? No tak, jak ja ich nie przypilnuję to w końcu nas okradną.
- Mówisz tak, jakby Amy i Colin byli twoimi rodzicami.
- Do tej pory to oni się mną opiekowali. Może nie było najlepiej... Przez mój wypadek... Ale kocham ich. Po za tym jesteśmy rodziną, tak czy inaczej.
Matt przez chwilę nic nie mówił, aż nagle zaczął się śmiać. Wyglądał jakby coś nagle mu się przypomniało zabawnego.
- Jesteś wygadana jak matka. I bardzo do niej podobna. Ehhh brakuje mi jej. Wiem, może zechciałabyś ją ze mną odwiedzić? Ucieszy się na twój widok.
- No nie wiem.
- Przemyśl to. Dobrze?
- Tak, postaram się.

Rozmawialiśmy trochę o mamie. Matt opowiadał mi o ich pierwszym spotkaniu. Nie sądziłam, że był nią tak oczarowany, ale z opowieści Amy mogłam wyciągnąć, że mama hipnotyzowała wszystkich chłopaków. Najbardziej zdziwiło mnie, że i on i ciocia również byli blisko. Może nie tak jak z mamą, ale byli przyjaciółmi. Dopóki Amy nie dowiedziała się o mnie. Matt powiedział mi też, że sam poprosił aby ta zajęła się mną jeszcze zanim pojawiłam się na świecie. Mama natomiast o niczym nie wiedziała. Rozmawiała ze swoją siostrą dopiero kiedy Matt poszedł do więzienia.

Sama opowiedziałam tacie o swoich snach kiedy byłam w śpiączce. Potwierdził wszystko oprócz tego czego nie widział, czyli m.in. spaceru po plaży. Trudno mu było uwierzyć, że przez ostatni rok nie rozmawiałam z Amy czy Colinem na temat mojej przeszłości. Pamiętałam o wiele więcej z czasów przed wypadkiem niż po, gdy pojawił się Justin.
- Muszę ci się jeszcze do czegoś przyznać - odezwał się nagle. - Przez cały ten czas, gdy byłem w więzieniu pisałem do ciebie, ale najwidoczniej Amy schowała wszystkie listy. Chciałem abyś wiedziała o mnie, mimo że sam prosiłem twoją ciotkę, aby nic ci nie mówiła. Sabine chciała byś wiedziała, ale z Amy i Colinem doszliśmy do wniosku, że tak będzie dla ciebie lepiej. Choć teraz mam wątpliwości.
- Minęło sporo czasu. Przed wypadkiem dużo rozmawialiśmy. Wiedziałam, że Amy to moja ciocia a Colin to wujek. Potem się pozmieniało. Unikaliśmy rozmów na wasz temat. Nie chciałam o was wiedzieć. Sama świadomość, że mnie zostawiliście bolała.
- Wiem i rozumiem cię. Taaa minęło sporo czasu...
- Taaa ehh - westchnęliśmy jednocześnie po czym oboje się zaśmialiśmy.
- Dobra, dosyć tego dobrego. Odprowadzę cię już, bo Amy da mi popalić.
- Hahaha okej.

Muszę przyznać, że o wiele bardziej bałam się z nim spotkać sam na sam niż porozmawiać. Okazało się, że Matt jest naprawdę miły. Często się śmialiśmy i wygłupialiśmy. Z Colinem nie mogłam sobie na to pozwolić. Po moim wypadku zrobił się jeszcze sztywniejszy niż był wcześniej. Po za tym jest starszy od Matta. Ten zaś, mimo tylu lat w więzieniu, wciąż ma ten młodzieńczy zapał. Aż chciało się na niego patrzeć, gdy jak głupi nastolatek wlazł do fontanny wypełnionej lodowatą wodą. Przez chwilę poczułam się jakbym znalazła swoją dawno zaginioną bratnią duszę. W pewnym senie nieźle się dogadywaliśmy. Wielkie R i M. Ronie i Matt. Kochająca córka i najlepszy tata. Aż przykro mi się zrobiło, gdy nadszedł czas pożegnania.

Niby nic, po tylu latach, mężczyzna którego wcale nie znam, żegna się ze mną, posyłając mi uśmiech i machając na do widzenia. A ja jak durna, rzuciłam mu się z płaczem w ramiona. O dziwo też mnie przytulił i po chwili też pociągał nosem jak ja. Dostałam od niego jeszcze całusa w czoło, a potem poczekał aż wejdę do domu. Widziałam przez okno jak odchodzi, smutno pochylając głowę. Jednak dostrzegłam malutki uśmiech pałętający mu się pod nosem. Sama też zaraz się uśmiechnęłam i pobiegłam szybko do swojego pokoju.

_________________________________________________________

Trochę krótki, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie. Sporo się u mnie pozmieniało, a nie chciałam też zostawiać was zbyt długo bez rozdziału. Obiecuje, że w kolejnym będzie się więcej działo. Nie wiem jednak czy zdążę dodać przed zakończeniem roku szkolnego... Wiecie 3gim... Przedstawienie na koniec, poprawki i jeszcze problemy w domu. Ledwo sobie daje radę ale dla was zawsze :** Kocham was 4ever :)
Tagi: 11.
20.05.2014 o godz. 21:39
Bardzo dziękuje za nominację CarmenBlue cieszę się, że mnie wybrałaś <3

1. Od kiedy piszesz bloga?
Pisać zaczłęłam jakieś 3 lata temu, tego bloga mam od ponad roku.

2. Ile masz lat?
Od stycznia 16.

3. Ulubiona piosenka?
Lubię dużo piosenek. Nie mam jednej ulubionej. Słucham tego co akurat wpadnie mi w ucho. Ale skoro muszę podać to wybrałabym "When you're gone" Avril Lavigne.

4. Ulubione blogi na bloblo?
z pewnością julia-and-kin.bloblo.pl
i poweroflove.bloblo.pl

5. Ulubiony cytat?
"Nie martw się, już niedługo wrócę, żebyś za bardzo się nie stęskniła. Zaopiekuj się moim sercem - Zostawiłem je przy Tobie." - Zmierzch

6. Bez czego nie ruszasz się z domu?
telefonu, biżu (kolczyki, wisiorek), arafatki

7. Imię najlepszej przyjaciółki/najlepszego przyjaciela?
Klaudia <3

8. Jak masz na imię?
Adrianna - wiem nie ładne, dlatego Ada :D

9. Co robisz w wolnym czasie?
to posiedzę na komputerze, to wyjdę na jakiś spacer, albo obejrzę coś w TV ... norma

10. Najlepsza książka jaką czytałeś/czytałaś?
hmmm ... Zwiadowcy i Kwiaty na poddaszu

11. Najbardziej znienawidzony przez ciebie przedmiot w szkole?
historia!!! ;p

Moje nominacje:

1. http://mileyjustinnazawszee.bloblo.pl/
2. http://wizualnaxd.bloblo.pl/
3. http://poweroflove.bloblo.pl/
4. http://beauty-and-a-beat.bloblo.pl/
5. http://cheheszky.bloblo.pl/
6. http://lea8985.bloblo.pl/

Pytania:

1. Jak masz na imię?
2. Jak nazywałby się twój fandom?
3. Najszczęśliwsze wydarzenie w twoim życiu?
4. Ile masz lat?
5. Co zapiszesz w testamencie swoim wnukom?
6. Od kiedy masz bloga?
7. Twoje ulubione zajęcie?
8. Na co wydajesz najwięcej pieniędzy?
9. Jaki powinien być twój przyszły mąż?
10. Belieber vs Directioner
11. Do jakich fandomów należysz?

Wiem, że takie trochę średniawe, ale pomyślałam, że mogą być dobre :D
Naprawdę bardzo dziękuję za nominację :**
08.03.2014 o godz. 17:38
"Przeszłość powraca... a z nią pewien mężczyzna"


oczami Ronie

Obudziłam się nad ranem, niewiele pamiętając wydarzeń rozegranych kilka godzin wcześniej. Zauważyłam jednak, że leżę w szpitalnym łóżku. Wtedy wszystko wróciło. Każde wspomnienie... każdy sen. Tym razem spałam spokojnie, nic mnie nie męczyło. Miałam jednak wrażenie, że o czymś zapomniałam. Justin. W sali byłam tylko ja. Po chwili usłyszałam czyjąś rozmową, toczoną na korytarzu.
- Amy! Nadal uważam, że nie powinien tu przyjeżdżać.
- Ale Justin, to jej ojciec.
- Ciii...
- Nie uciszaj mnie, prędzej czy później i tak się o nim dowie.
- To moje zdanie. Jeśli chcesz, aby twoja siostrzenica znowu zapadła w śpiączkę, albo grzej, to proszę bardzo.
Zamurowało mnie. Amy to moja ciotka, a Justin o tym wiedział. Niby sama do tego doszłam (skoro mi się śniła, to musiało to coś znaczyć), ale mimo wszystko mógł mi o tym powiedzieć. Coś mi podpowiadało, że wiedział to już od pewnego czasu.

Siedziałam na łóżku i gapiłam się w sufit, gdy otworzyły się drzwi i do sali weszła pielęgniarka.
- Jak się czujesz, złotko? - zapytała odłączając mi kroplówkę. - Na pewno jesteś głodna. Przeleżałaś tutaj dwa tygodnie na samej kroplówce.
- Troszeczkę - odparłam, machinalnie łapiąc się za brzuch.
- Zaraz coś ci przyniosę - miała już wyjść, gdy coś ją zatrzymało, po czym, po raz kolejny się do mnie zwróciła. - To cud, że się obudziłaś. Wszyscy obawiali się najgorszego, ale widocznie pomogła ci modlitwa bliskich. Nie odstępowali cię na krok. Najczęściej był przy tobie chłopak.

Uśmiechnęła się i wyszła. Popatrzyłam za nią również się uśmiechając. Miałam nadzieję na szybki powrót Justina. Chciałam, aby wszystko mi powiedział. To co się działo podczas mojego pobytu w szpitalu oraz to czego nie pamiętałam. Po chwili wszedł do sali z białym pudełkiem w jednej ręce, a w drugiej trzymając serwetkę. Wyglądało to jakbym ściągnęła go myślami.
- Hej - wymruczał mi do ucha, po czym delikatnie pocałował w usta.
- Hej - odpowiedziałam, przygryzając wargę. - Co tam masz? - spytałam, wskazując głową pudełko.
- Danie na wynos ze stołówki dla ciebie.
- Mmm to dawaj, jestem taka głodna, że zjem chyba wszystko.
- Wszystko mówisz - powiedział zabawnie poruszając brwiami.
- Zboczuch - odparłam na co się zaśmiał.
- I kto tu jest zboczony? Miałem na myśli tą jakże pyszną sałatkę jajeczną.
- Hahaha, wszystko jedno i tak zjem.
Wzięłam od niego pudełko, które wcześniej otworzył, i plastikowy widelec, zawinięty w serwetkę, i zaczęłam szamać. Przez cały czas mi się przyglądał, chichocząc pod nosem, gdy ładowałam za dużo sałatki do ust. Prawdę mówiąc, był jakby mną oczarowany. Tak samo jak któregoś tam dnia, gdy przyszedł po mnie przed szkołą. Wtedy też mi się przyglądał jak jadłam.
- Nie masz lepszego zajęcia? - spytałam, pakując do buzi kolejną porcję sałatki.
- No nie mam - odparł, po czym szeroko się uśmiechną. - Ej ty się ciesz, że tylko patrzę.
- Oj cieszę się, uwierz mi.
Po tym moim stwierdzeniu zaśmiał się, a ja mimowolnie westchnęłam. Bardzo mi go brakował. A już szczególnie tej wiecznie uśmiechniętej i roześmianej mordy.

oczami Justina

Moja kochana Ronie, jak ona słodziaśnie wygląda z pełną buzią. Co ja gadam, cały czas wygląda słodziaśnie. Mam szczęście, że wróciła. Umarłbym gdyby i ona umarła.

Poranek zapowiadał się całkiem przyjemnie. Świeciło słońce, wszędzie wokół słychać było śpiew ptaków. Ehhh, tylko dlaczego jeden koleś musiał to wszystko zepsuć. Po śniadaniu Ronie zasnęła. Jej pielęgniarka powtarzała, że dziewczyna będzie często spać, ze względu na osłabienie wywołane śpiączką. Byłem przy niej razem z Amy i rozmawialiśmy, po raz już chyba setny, o jej ojcu. Miał przyjechać do Ronie zaraz po tym jak go wypuszczą z paki. No ludzie, koleś, który całe życie córki przesiedział w pierdlu, nie powinien mieć z nią jakiegokolwiek kontaktu. A już tym bardziej, gdy przez cały ten czas jej dotychczasowi opiekunowie ukrywali przed nią prawdę o rodzicach. Przecież ten facet był dilerem. A co jeśli nie tylko? Nie mogę pozwolić by się do niej zbliżył, bo może ją zranić. Nie wybaczył bym sobie tego później. W każdym bądź razie, Amy upiera się przy tym, by jakoś ściągnąć Matta do szpitala.
- Justin, zachowujesz się jak dziecko. Ronie cię kocha i zawsze będzie z tobą. Nie zostawi cię. Mam przeczucie, że chciałaby go poznać - ciągnęła Amy.
- A co jeśli nie? Może warto z tym zaczekać dopóki nie wróci do domu - spróbowałem z innej strony.
- Wiesz, zaczynasz dobrze mówić. Właściwie to też się nad tym zastanawiałam.
- Więc, dlaczego się tak spieszysz?. W końcu Matt nie ucieknie. No chyba, że znów go zamkną...
- Justin! - syknęła Amy, przez co Ronie lekko się poruszyła.
- No co? To już pomarzyć nie można?
- Ty jedź już lepiej do domu, bo twoja mama będzie się martwić.
- Masz rację. Przekaż Ronie, gdy się obudzi, gdzie jestem.
- Dobrze.
Wstałem z krzesła i ruszyłem do drzwi. W progu odwróciłem się jeszcze i dodałem.
- I proszę cię nie sprowadzaj jeszcze Matta. Porozmawiaj z nią najpierw.
- Dobra, dobra, wiem. Idź już.
Wyszedłem ze szpitala, po czym skierowałem się na parking. Szybko odnalazłem swoje srebrne ferrari, a chwilę później byłem w drodze do domu.

oczami Amy

Minęły już dwa tygodnie od dnia w którym Ronie trafiła do szpitala oraz tydzień od wyjścia jej ojca z więzienia. Nigdy nie lubiłam Matta, zawsze wydawał mi się podejrzany. Jestem przekonana, że będzie chciał odebrać mi siostrzenicę. Nie mogę do tego dopuścić. Justin ma rację. Lepiej będzie jeśli najpierw porozmawiam z Ronie. Nie mam też pewności jak zareaguje na to, że cały czas, razem z Colinem, ją okłamywaliśmy. W pewnym sensie robiliśmy to dla jej dobra, aby nie cierpiała przez rodziców, których pewnie wolałaby nie mieć. Stąd też te wszystkie tajemnice.



Justin pojechał do domu, Colin w pracy, a ja siedziałam przy Ronie, która obudziła się pierwszy raz wszystko pamiętając zaraz po wybudzeniu. Rozejrzała się nieprzytomnie po pomieszczeniu, a gdy jej wzrok spoczął ma mnie, uśmiechnęła się jak dawniej, jeszcze przed wypadkiem.
- Hej - odezwała się nieśmiało, najwidoczniej nie wiedziała jak się do mnie zwrócić.
- Hej słońce, jak się spało? - spytałam podchodząc do niej i siadając obok na łóżku.
- Dobrze... O dziwo nic mi się nie śniło - odpowiedziała, przeciągając się, po czym zasłoniła usta dłonią, by stłumić ziewnięcie. - Przepraszam.
- Nie szkodzi - zapewniłam ją po czym dodałam: - Justin kazał ci przekazać, że pojechał do domu, abyś się nie martwiła.
- Aha, no dobrze. Rozumiem, że teraz ty odpowiadasz za zapewnienie mi rozrywki - zachichotała lekko, a następnie się do mnie uśmiechnęła.
- Można tak powiedzieć - stwierdziłam, oddając uśmiech.

Rozmawiałyśmy przez godzinę tak jak za dawnych czasów, dopóki Ronie nie zaburczało w brzuchu. Później poszłam jej po coś do jedzenia. Jak wróciłam zastałam ją pochłoniętą rozmową z Colinem. Przez chwilę zastanawiałam co on tu robi, ale spojrzałam na zegarek i zauważyłam, że jest już dobrze po 3 po południu. Dołączyłam do nich wręczając Ronie pudełko z obiadem.

oczami Ronie

- Dziękuję - odezwałam się biorąc od Amy pudełko z czymś smakowicie pachnącym w środku.
Gdy otworzyłam pudełko moim oczom ukazały się jeszcze cieplutkie skrzydełka kurczaka w panierce. Akurat miałam na nie ochotę. Ciekawe skąd Amy o tym wiedziała... a no tak, opiekowała się mną przez siedemnaście lat, a w dodatku jest moją ciocią. Nic dziwnego, że zna mnie na wylot.
- Ronie - odezwała się po chwili, po czym poczekała, aż na nią spojrzę, dopiero wtedy kontynuowała. - Chcielibyśmy abyś powiedziała nam wszystko co sobie przypomniałaś.
- Ale wszystko? - upewniłam się, na co oboje skinęli głowami.
- Tak, chcemy wiedzieć na czym stoimy - potwierdził Colin.
- No dobrze - zgodziłam się. - Najpierw zacznę od tego, że wiem kim jesteście.
- To znaczy? - spytała Amy.
- Jesteś siostrą mojej matki. Czyli jednocześnie moją ciocią - moi opiekunowie wymienili porozumiewawcze spojrzenia, a ja ciągnęłam dalej. - Ty Colinie jesteś moim wujkiem, jako że poślubiłeś Amy.
- No to jest oczywiste - zgodził się.
- Co wiesz na temat rodziców? - to pytanie zadała Amy.
- Wiem, że mama ma na imię Sabine, a tata Matthew, w skrócie Matt.
- Co jeszcze? - ciągnęła ciocia.
- Wiem też, że wyszedł niedawno z więzienia i chce się ze mną spotkać. Ale dowiedziałam się tego od was. Nawet w śpiączce wszystko słyszałam, a po za tym rozmawiałaś o nim dzisiaj z Justinem.
- No tak, mój błąd.
- Powiedzcie mi co przede mną ukrywaliście w związku z rodzicami.
- To, że twój ojciec był dilerem i przez co trafił do pierdla i to, że twoja matka była dziwką - odpowiedział Colin przez co dostał od Amy z łokcia w brzuch.
- Wyrażaj się, to moja siostra.
- Dlatego powiedziałem, że była.
- No ale dlaczego? - spytałam, czego nie zrozumieli.
- Chodzi ci dlaczego była dziwką? - spytał Colin, przytaknęłam, a Amy westchnęła głęboko.
- Chodziła często na imprezy, dużo piła, ćpała, sypiała z chłopakami. Jednym z nich był twój ojciec - wyjaśnił Colin, ale Amy to nie zadowoliło i dopowiedziała swoje.
- Miała problemy z samokrytyką, zupełnie jak ty. Tak samo nie potrafiła usiedzieć w miejscu. Urodziła cię mając tyle lat ile ty teraz.
- Byłaś dzieckiem wpadki, spłodzonym na jednej z imprez - skwitował Colin, z jego tonu wyniosłam, że chce przez to obwinić rodziców.
- Ale kochanym i chcianym. Może nie tak od razu, ale naprawdę chcianym - dodała stanowczo Amy, kończąc tym samym ten temat.
- A co się z nią później stało? Gdy leżałam w śpiączce przyśniło mi się jak policjanci zabierali tatę, no a mama? Wiem tylko tyle, że poprosiła cię abyś się mną zajęła.
- To prawda. Jestem zaskoczona, że przypomniałaś sobie takie coś, miałaś wtedy dopiero roczek - zatrzymała się na chwilę i zaraz mówiła dalej: - Nie radziła sobie sama z tobą. Miała ledwo osiemnaście lat, a już sama musiała się tobą opiekować. Poprosiła mnie o pomoc. Razem z Colinem zajęliśmy się tobą. Musisz wiedzieć, że ja nie mogę mieć dzieci, po za tym pokochałam cię od samego początku. Twoja mama jeszcze kilka miesięcy starała się unormować sobie życie, ale znów zaczęła chodzić na imprezy. Wszystko to ją odmieniło. Straciła najpierw męża, a później jeszcze ciebie. Od tamtej pory siedzi w psychiatryku.
- Nie zapominaj Amy, że to ty ją tam umieściłaś - Colin musiał to dopowiedzieć.
- Dla jej dobra - popatrzyła na niego, a potem na mnie. - Chcieliśmy dla ciebie jak najlepiej. Ostatni rok musiał ci się wydać ciężki, ale to było dla twojego zdrowia. Nie chciałam cię tak traktować. Każdego dnia budziłam się z myślą, że cię straciłam. Nie chciałabym tego. Znalazłam w sobie siłę. Inaczej bym na ciebie nie nakrzyczała. Gdy tamtego dnia przyszłaś do domu z Justinem, odnalazłam nadzieję. Zaczęłam wierzyć, że wyzdrowiejesz, ale ta twoja fałszywa przyjaciółeczka Holly, musiała wszystko zepsuć.
- Co? O co chodzi? - udałam, że nic nie wiem.
- Ronie, proszę cię. Gdy dała ci tą kartkę, wtedy wszystko się zaczęło. Nie patrz tak na mnie, Justin mi powiedział. On znalazł cię i wyciągną całą zalaną krwią z łazienki. Cięłaś się przez nią. Justin przywiózł cię tutaj, a ona musiała dorzucić jeszcze swoje trzy grosze. Zdenerwowała go, a ty zaczęłaś znów wszystko zapominać.
- No tak teraz pamiętam.
- Nie lekceważ jej - powiedzieli jednocześnie, a ja tylko skinęłam głową.



Minęły dwa dni. Przez ten czas miałam masę zabiegów, badań i takich tam. Musiałam też odpoczywać, bo miałam ustaloną umowną datę wyjścia ze szpitala. Co jakiś czas ktoś do mnie przychodził jak nie ciocia z wujkiem to Justin, nawet jego rodzice. Raz czy dwa razy przyszła Holly, ale tylko za jakąś pielęgniarkę. Właściwie to nie miała do mnie wstępu. Taki słowny zakaz Amy. Justin tak jak wujkowie był za. Sam mi w pewnej chwili powiedział, że jej nie trawi dlatego, że się zmieniła, że zdziczała, a ja z niechęcią przyznałam mu rację. Zaczynałam pamiętać starą Holly, a ta nowa prawie w ogóle jej nie przypominała.

Miną dokładnie miesiąc od dnia w którym pierwszy raz gadałam z Justinem. Postanowił jakoś to uczcić i specjalnie na tą okazję jego mama upiekła dla nas skromny torcik z lukrowanym napisem "Miesięcznica" na wierzchu. Była nawet świeczka. Oboje zjedliśmy po połowie z czego sama podkradłam Justinowi ze trzy kawałki kiedy nie patrzył. Dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się i wspominaliśmy jak to na siebie wpadliśmy dwa dni z rzędu, albo jak zgubiłam małpkę, która była naszym zadaniem domowym. Albo kiedy poszłam do niego do domu i zepsuło się ogrzewanie. Justin wyjaśnił mi, że to jego mama specjalnie podkręciła nam temperaturę. Cieszyłam się mogąc pogadać z nim tak o wszystkim. Jednak nasza zabawa nie trwała długo, bo po jakimś czasie przyszedł dr Johnson. Kulturalnie poprosił Justina o wyjście, po czym usiadł koło mnie. Miał mi do przekazania kilka ważnych spraw. Po pierwsze - powinnam teraz dużo spać i jeść, by odzyskać siły. Ogólnie mam się nie przemęczać. Druga sprawa jest taka, że mój stan w każdej chwili może się pogorszyć. A trzecia, że jest coraz lepiej i może mnie wypisać przed terminem. Zaskoczył mnie. Po pierwszych dwóch punktach sądziłam, że poleżę w szpitalu jeszcze dobry tydzień, a tu jednak nie i mogę wracać jeszcze tego samego dnia. Ta wiadomość dotarła również do Amy i Colina, którzy przyjechali po mnie tak szybko jak tylko mogli, mimo że Justin sam chciał mnie odwieźć. Tylko, że nie jest moim opiekunem i by mnie z nim mnie wypuścili.

Colin prowadzi samochód bardzo ostrożnie. Justin jechał za nami swoim ferrari i co chwilę musiał hamować, by nie wjechać nam na tył. Obydwa auta zatrzymały się pod domem. Już chciałam wysiąść, gdy drzwi same się otworzyły. Justin podbiegł tak szybko jak tylko mógł po czym wziął na ręce i zaniósł w kierunku domu.
- Nie musisz mnie nieść, mogę sama iść - zaprotestowałam i zaczęłam się wyrywać.
- Muszę, bo nie możesz się przemęczać - odpowiedział, nadal mnie niosąc, co sprawiło, że moi opiekunowie zaczęli się śmiać, bo dalej się wyrywałam.
- Oj Justin, postaw ją. Niech chociaż sama przejdzie prze próg - zawołała Amy.
- Właśnie, jeszcze nie jesteście małżeństwem - dodał Colin, co zostało zganione uwagą Amy.
- Ty mnie nie przeniosłeś przez próg.
- Bo wtedy nie mieliśmy domu - razem z Justinem zaczęliśmy się śmiać, ale przestaliśmy, słysząc odpowiedź mojej cioci.
- Ale teraz mamy - mówiąc to popatrzyła znacząco na wujka, jednocześnie podnosząc jedną brew.
- Uuuuuuuu - zaczęłam, a Justin zaraz do mnie dołączył.
- No dobra taka cwana jesteś?! - krzyknął Colin, a po chwili niósł Amy na rękach do domu.
Ciocia cały czas się śmiała. Było ją nawet słychać wewnątrz domu, gdy nagle nastała cisza. Justin postawił mnie na ziemi i zaciągnął do środka, trzymając za rękę.
- Widzę, że już dotarłaś - odezwał się jakiś męski głos z cienia w kuchni, z całą pewnością nie należał do Colina.
Uścisk Justina lekko się wzmocnił. Poczułam też jak próbuje zasłonić mnie swoim ciałem. Przez półmrok panujący w domu, nie mogłam nikogo dostrzec. Oczy jednak przyzwyczaiły mi się do oświetlenia i po chwili dostrzegłam sylwetkę mężczyzny, który wolnym krokiem podchodził do mnie i Justina.
- Tata - rozpoznałam go.
- Witaj skarbie.

__________________________________________________________________________

Przepraszam was za opóźnienia. Pisanie tego rozdziału zajęło mi ponad dwa dni, ale mam nadzieję, że się podoba. Ach ta dramatyczna końcówka xD liczę na szczere opinie :*** zaczyna się dziać i to dużo :D w końcu jest tatuś. Jak myślicie, czy Ronie zdoła się z nim dogadać, czy jednak Matt wszystko zepsuje?? Zapraszam do czytania :)
Tagi: ♥♥♥
25.02.2014 o godz. 13:00
"Skądś go kojarzę ... Wiem kim on jest"


oczami Justina

Miałem sen. Bardzo piękny sen. Śniłem o Ronie, o nas, o naszej wspólnej przyszłości. Właśnie wróciłem z ostatniej już swojej trasy koncertowej. W drzwiach domu przywitała mnie moja ukochana, trzymając na rękach małego chłopca. Miał może ze trzy latka. Po chwili przybiegła jeszcze dwójka, dziewczynka i chłopiec, na oko sześć, siedem lat. Ronie uśmiechała się do mnie nieśmiało, a potem podała mi naszego synka. Sam przytuliłem do siebie wszystkie dzieci i wszedłem do środka. Szedłem do kuchni, gdzie następnie odstawiłem chłopca na podłogę, ale gdy odwróciłem się w kierunki Ronie, coś mnie zmroziło. Nie byłem pewno czy to przez jej wyraz twarzy, czy to przez krzyk, który nagle wyrwał mnie ze snu.

Wyprostowałem się w krześle jeszcze na wpół przytomny i wpatrzyłem się przed siebie. Jak tylko oczy przyzwyczaiły mi się do ciemności, zacząłem powoli zauważać różne kształty. Jednak tam gdzie powinna leżeć głowa Ronie dostrzegłem jedynie poduszkę. Momentalnie oprzytomniałem i zapaliłem lampkę stojącą na szafce obok. W świetle zauważyłem Ronie. najbardziej zdziwiło mnie to, że siedziała i miała otwarte oczy. Próbowała nawet coś powiedzieć, ale jej wargi poruszały się szybciej niż powinny. Zdałem sobie sprawę z tego, że płacze, bo po jej policzkach spływała cała masa łez. Zerwałem się ze swojego miejsca i usiadłem koło niej, jednocześnie przyciągając do siebie i oplatając ramionami. Nie wiedziałem czy się cieszyć, czy nie. W końcu się "obudziła", ale coś ją zasmuciło. Mimo to tuliłem ją do siebie lekko kołysząc. Po chwili jej płacz ustał, a wtedy spojrzała na mnie tymi swoimi zielonymi tęczówkami. Jednak nic w nich nie dostrzegłem, ani tęsknoty, ani bólu, po prostu niczego. Jej oczy zdawały się nie mieć dna. Były puste, bez jakichkolwiek oznak życia. Były martwe.

Spuściłem wzrok, jednocześnie łapiąc się dłonią za serce. Miałem wrażenie jakby właśnie roztrzaskało się na milion kawałków. Niby wiedziałem, że to ta sama Ronie, ta moja kochana Ronie, ale była inna. Jakby faktycznie przez tych kilkanaście dni uleciała z niej dusza, pozostawiając ciało same sobie. Chciałem się ruszyć, uciekać, ale coś jednak kazało mi zostać. Przecież jest jeszcze nadzieja - wmawiałem sobie. - To minie, na pewno ... Tylko dlaczego tak szybko przestałem w to wierzyć.

oczami Ronie

Wiedziałam już wszystko ... no, prawie wszystko. Nadal nie wiedziałam wielu rzeczy, ale powoli zaczynały się wyjaśniać. Byłam w 100% pewna, że gdy nadejdzie ranek zacznę żyć na nowo. Czułam się jakbym była martwa. Jakbym właśnie wstała z grobu. Tylko skąd wzięły się łzy? Przecież zombie nie płaczą, prawda? Nic nie czują, a ja czułam dużo.

Chłopak wciąż siedział obok mnie. Miałam wrażenie, że wygląda jeszcze gorzej niż ja, ale samej siebie nie widziałam od dawna, więc nie mogłam tego ocenić. Miał ogromne, sine worki pod oczami. Włosy rozczochrane na wszystkie strony. Mimo słabego światła lampki, którą wcześniej włączył, zauważyłam jaki jest blady i jak bardzo musiał schudnąć. Jednym słowem kościotrup, normalnie śmierć. Uśmiechnęłam się do siebie w myślach. Siebie porównałam do zombie, a jego do śmierci. Nie no kozak ze mnie ...

Kolejny raz na niego zerknęłam i tym razem przyjrzałam mu się uważniej. Miał na sobie białą bokserkę, odsłaniającą ramiona, szare pumpy z zamkami na kolanach i czarne supry. Całe lewe ramię pokrywały tatuaże. Prawą ręką mnie obejmował, więc postanowiłam się wyplątać. Spojrzał na mnie, gdy tylko się poruszyłam. Posłałam mu łagodny uśmiech, a on od razu go odwzajemnił. Sam mnie puścił i jednocześnie podał mi swoją prawą dłoń. Zaczęłam jej się przyglądać, aż moje oczy natrafiły na niezagojone jeszcze rany od cięć. Popatrzyłam na niego, pytająco unosząc brwi. Wtedy wyrwał rękę u przesiadł się na krzesło stojące przy łóżku. Potem okrył się kocem.
- To nic takiego - odpowiedział, ale w jego głosie dosłyszałam lekkie drganie. Kłamał.
Obejrzałam swoje ręce i dostrzegłam na nich kilka blizn, w niektórych miejscach odznaczających się trochę wyraźniej. Znów przez głowę przeleciało mi kilka urywków z przeszłości. Ten chłopak nie był w tym sam. Ja też się cięłam ... i to całkiem niedawno. Machinalnie sięgnęłam dłonią do uda i poczułam na nim zawiązany bandaż. Szybko sobie przypomniałam co mi się stało.
- Niezdara ze mnie - wykrztusiłam ledwie niedosłyszalnie.
- Ronie?! Ty mówisz! - zdziwił się chłopak, a ja tylko się zaśmiałam.
- Oczywiście, że mówię. O ile dobrze pamiętam to od dziecka potrafię mówić - odpowiedziałam mu, jednocześnie spoglądając w jego stronę.
- Tak się o ciebie martwiłem. Zaczynałem tracić nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek się obudzisz. Prawie już nawet zapomniałem dźwięku twojego głosu - zawahał się. - Nieee, twojego głosu nigdy bym nie zapomniał.
Uśmiechnął się do mnie tak słodko, że na chwilę zaniemówiłam. Westchnęłam, a on zaraz znów siedział koło mnie na łóżku, tuląc do siebie jak małe dziecko.
- Przepraszam - powiedziałam odsuwając się od niego. - Wybacz, ale widzisz ja. Ja cię nie pamiętam. Pomóż mi - wyłkałam, opierając twarz na jego klatce.
- Ronie, kochanie. Nie płacz. Nic się nie stało - jego głos kolejny raz zadrżał. Wiedziałam, że go to zabolało, ale mimo wszystko zdecydował się mi pomóc. Po chwili zaczął coś śpiewać.

Nigdzie indziej, tylko przed siebie, kochana
Stąd, moja droga
Możemy lecieć jedynie wzwyż
Powiedz mi, czego mamy się bać?
Możemy to zabrać ze sobą do nieba, minąć w locie księżyc i sunąć przez galaktykę
Dopóki jesteś ze mną
Szczerze mówiąc, z siłą naszej miłości
Nie możemy pójść nigdzie indziej, tylko przed siebie


Gdy skończył podniósł się, powiedział, że idzie po pielęgniarkę i wyszedł. Zostałam sama na kilka dobrych minut. Kolejny już raz zatopiłam się w przeszłości. Siedziałam wpatrzona w zegar wiszący na przeciwległej ścianie. Była godzina 3 nad ranem. Jednak gdy tak siedziałam zaczęłam mieć wrażenie, że wskazówki zaczynają się cofać. Powoli odpływałam, jednocześnie obgryzając paznokcie. ten chłopak wydał mi się całkiem znajomy. Słowa piosenki którą zaśpiewał już kiedyś słyszałam. Wiem, że skądś go kojarzę. Tylko nie mogłam sobie przypomnieć skąd i kim on dla mnie jest. Powiedział do mnie skarbie, więc może ... Do głowy przyszły mi dwie opcje, albo brat, albo mój chłopak. Obstawiałam to drugie, bo był stanowczo za ładny żeby był moim bratem. Po za tym nie chciałabym tego. Zastanawiało mnie jeszcze coś. Dlaczego ani razu nie pojawił się w mich snach? Zorientowałam się szybko dlaczego. Kolejny raz zasnęłam i tym razem śniłam ... o nim.

- Patrz jak łazisz dziwaczko!
- Lepiej sam uważaj! Naprawdę nie ręczę za siebie, chodziłam na kurs samoobrony.
- Niby co możesz mi zrobić?! Jesteś za drobna i za słaba. Nie boję się ciebie.
- Ta jasne. Odsuń się bo chciałabym wejść do klasy.


Skądś znam tą scenę. to od tego wszystko się zaczęło.

- Jesteś Justin, tak?
- Tak...
- Aha.
- A ty?
- Ronie.
- Ładne imię.
- Daj spokój, przecież widzę, że ci się nie podoba.
- Właśnie, że podoba... Serio mnie nie poznajesz? Nie wiesz kim jestem?
- Jesteś Justin, przecież wiem. Co w tym takiego dziwnego.
- Czyli nie wiesz. Może to i lepiej...


- Co ty u licha wyprawiasz!
- Ja co robię? Uciekam przed rozszalałymi dziewczynami. O nie, już tu idą. Ronie, proszę cię pomóż. Gdzie mógłbym się schować, żeby mnie nie znalazły?
- Dobra, choć. W klasie, pod ławką do dzwonka. Jak będę siedziała na krześle, to nie będą się patrzeć w naszą stronę.
- Dzięki jesteś wielka.
- Bez przesady, jeszcze mi nie dziękuj. Choć, bo cię zobaczą.


- Tak kocham cię. Może to dziwne bo znamy się dopiero od niedawna, ale mam wrażenie, jakbyśmy już kiedyś byli razem, w drugim życiu, po tamtej stronie. Jakbyś zawsze była przy mnie. Kocham cię najbardziej na świcie, bardziej niż cokolwiek innego, bardziej niż wszystkie fanki razem wzięte. No oprócz jednej.
- Och też cię bardzo kocham. Tylko przepraszam, że ja ci nie wygłoszę podobnej gadki. Ty tu jesteś od gadania. Ja się bardziej spisuję w roli słuchacza. Ale to nie znaczy, że nie kocham cię słabiej niż ty mnie. Muszę przyznać, że równie mocno.


Nie wytrzymałam. Obudziłam się, głośno dysząc i z całych sił próbując złapać jak najwięcej powietrza. Nie mogłam oddychać, aż mnie zatkało. Czyli miałam rację. Tylko dlaczego ...? Najpierw ni z tego ni z owego zaczęliśmy się kłócić, potem mu pomogłam, a na końcu wyznaliśmy sobie miłość! Pewnie i tak to jeszcze nie wszystko, ale zawsze coś. Przymknęłam powieki. Postarałam się wysilić do pracy moją mózgownicę. Myślałam tylko o nim. Nasz pierwszy pocałunek... Był nieudany, ale jednak się dopasowaliśmy. JUSTIN! O matko to mój Justin! Aż krzyknęłam. Wiem kim on jest.



oczami Justina

Szukałem pewien czas wolnej pielęgniarki. Gdy już jakąś znalazłem i szedłem z nią do sali w której leżała Ronie, nagle rozległ się krzyk. Ale nie byle jaki krzyk, taki ze szczęścia. Szybko pobiegliśmy do dziewczyny, a widok który zauważyliśmy zaskoczył nas oboje.

Ronie siedziała na łóżku zwieszając nogi za nie i jednocześnie opierając o krzesło. Szczerzyła się jak na wariatka do drzwi, w których zaraz nas zauważyła. podszedłem do niej, a ona delikatnie cmoknęła mnie w policzek. Nie mogłem w to uwierzyć. Przypomniała sobie.
- Justin - odezwała się do mnie szeptem. - Tęskniłam za tobą - to drugie już bardziej wymruczała, przez co przeszedł mi po plecach przyjemny dreszcz.
- Nawet nie wiesz jak bardzo marzyłem o tym, by móc to od ciebie usłyszeć - odpowiedziałem jej podobnym tonem, a ona, zupełnie olewając pielęgniarkę, wpiła się w moje usta.
- A mi najbardziej brakowało tego - powiedziała, gdy się od siebie odsunęliśmy.
- Przepraszam - zawołała zdezorientowana pielęgniarka. - Muszę zrobić parę badań. Czy byłby pan taki łaskawy i wyszedł na chwilę? - Bardziej rozkazała niż poprosiła, ale wyszedłem tak jak chciała.
- Wracaj szybko - usłyszałem jeszcze za sobą głos ukochanej, odwróciłem się więc i posłałem jej całusa w powietrzu. Złapała go i wsadziła sobie za koszulkę, a następnie wysłała mi swojego. Pielęgniarka zmierzyła mnie spojrzeniem i już chciała zamknąć mi drzwi przed nosem, ale jej przeszkodziłem. Złapałem buziaka od Ronie i hehehe wsadziłem sobie go do spodni. Gdy wychodziłem, zauważyłem jak dziewczyna się rumieni i chichocze pod nosem. Tak bardzo mi jej brakowało.

oczami Ronie

- To niesamowite - powiedziała pielęgniarka, przeglądając jakieś papiery. - Wszystko jest w porządku. Jesteś pewna, że wszystko pamiętasz?
- To znaczy, nie wiem czy wszystko. Po prostu - na bardziej wylewną odpowiedź nie chciało mi się już myśleć.
- Aha, dobrze zostawię cię już. Pewnie będziesz chciała teraz odpocząć. Twój mózg wystarczająco już się napracował. Podam ci coś, żebyś mogła spać spokojnie.
- Nieee! - zaprotestowałam. - To znaczy. Uważam, że będę mogła już spokojnie zasnąć. To co miałam sobie przypomnieć, jak na razie, to sobie przypomniałam.
- Skoro tak uważasz - powiedziała i wyszła.
Zaraz znów drzwi się otworzyły i staną w nich Justin. Och mój misiek. Jak on mizernie wygląda. Pewnie nie odstępował mnie na krok.
- Hej kocie - powiedział gramoląc się koło mnie na łóżku. - Widzę, że odłączyła cię już od tych wszystkich maszyn.
- Tak. Zostawiła mi jeszcze kroplówkę, ale powiedziała, że rano mi ją odłączy jak już będzie pusty woreczek.
- To dobrze - pocałował mnie w czoło i ułożył się wygodniej. - Połóż się.
- Chyba nie sądzisz, że będziesz spał tutaj razem ze mną? - udałam urażoną, a on tylko się zaśmiał.
- Oczywiście, że będę. Przynajmniej oboje w końcu się wyśpimy.
- Masz rację. Brakowało mi ciebie. Może i o tobie zapomniałam, ale bez ciebie czułam pustkę. Teraz jestem przepełniona radością - po tych słowach położyłam się koło niego i wtuliłam w jego klatkę.
- Nawet nie wiesz jak ja się cieszę. Nareszcie cię odzyskałem, a skoro ty jesteś szczęśliwa, ty ja też.

Uśmiechnęliśmy się do siebie jednocześnie kończąc rozmowę. Byłam przekonana, że od teraz będzie tylko lepiej i lepiej. Nie widziałam jednak co czeka mnie następnego dnia. Gdy zasnęliśmy, to śniliśmy tylko i wyłącznie o sobie.

_____________________________________________________________________________

A tu was mam robaczki xD Kurde! Trochę długawy no nie? Ale mam nadzieję, że się podoba, bo zaczyna się coś dziać, a raczej coraz więcej dziać. Mnie ogólnie rozdział się podoba, a wam? czekam na wasze szczere opinie <333 Kocham was :***
Tagi:
22.12.2013 o godz. 20:01
"Cienie z przeszłości powracają w jaśniejszym świetle"


oczami Ronie

Ze snu wyrwała mnie czyjaś rozmowa. Słyszałam głos jakiegoś chłopaka. Byłam pewna, że siedzi koło mnie na łóżku, ale nic nie czułam, ani nie mogłam otworzyć oczu. Starałam się skupić całą uwagę na chłopaku, ale co chwilę traciłam świadomość i wszystko się urywało ... Nagle pojawiły się obrazy.

- Amy, ja cię proszę zaopiekuj się moją córeczką.
- Sabine! Sama mogłabyś się nią zająć, gdybyś miała tylko więcej wiary w siebie.
- Ja nie potrafię ...[szloch jakiejś kobiety]


Co do jasnej cholery się ze mną wyprawia?! Kim jest Amy i kto to Sabine? Nie znam ich, a czuję jakby były mi bliskie.

- Matt! Nie! Zostawcie go!
- Wszystko będzie dobrze, skarbie. Niedługo znów się zobaczymy.
- Nieeeee!!!
- Kocham cię, Sabine. Dasz sobie radę, opiekuj się naszą małą Ronie.


Ronie? To imię brzmi znajomo. Tak samo Matt, ale ja go nie znam! Dzieję się ze mną coś niedobrego. Jestem tego pewna. Na szczęście wszystko ucichło i mogłam odpocząć od wszystkich przytłaczających mnie myśli.



Znów po mojej głowie zaczęły przelatywać różne słowa, zdania, których sensu nie rozumiałam, ale ... to już było w teraźniejszości. Słyszałam wszystko to, co rozgrywało się na sali.
- JUSTIN! Matt wyszedł z więzienia. Chce się spotkać ze swoją córką - odezwała się jakaś kobieta, najwidoczniej wbiegając do sali.
- Jak to?! po tylu latach i on jeszcze ma czelność przychodzić tu i prosić cię o coś takiego?! - zawołał jakiś rozzłoszczony niski męski głos.
- Co?! Przecież to niedorzeczne. On tylko bardziej ją zepsuje - odpowiedział chłopak, którego słyszałam już wcześniej.
- Nie wiem, co zrobimy, ale nie pozwolę mu się z nią spotkać, dopóki nie wyjdzie ze szpitala - stwierdziła ta sama kobieta co wcześniej przyszła z wiadomością. Wyraźnie trochę się uspokoiła.

Matt? Przecież mężczyzna z moich wizji miał tak na imię. Czyżbym miała z nim coś wspólnego? I o co chodzi z tym więzieniem?! Sama już tracę głowę.

oczami Justina

- To niedorzeczne! On nie może tu przyjść, nie może się z nią spotkać! - zacząłem protestować na tyle wytrwale, na ile było mnie tylko stać.
- Justin, proszę cię, przestań już krzyczeć - upomniała mnie Amy.
- Tak racja przepraszam - trochę się uspokoiłem i zacząłem głaskać Ronie po ręce, aby całkowicie dojść do siebie.
- Nie zapominaj, że to ty wpadłaś tu z krzykiem - teraz to odezwał się Colin, by pouczyć swoją żonę.
- Daj już spokój, Colin. Czy ty nie rozumiesz, co się stanie, jeśli Ronie dowie się o ojcu? Przecież on jej wszystko powie. Dziewczyna straci do nas zaufanie, co gorsza może się też już nigdy nie obudzić. Chcesz tego? Chcesz by nam ją zabrał? By ją zepsuł?
- No jasne, że nie. Jest dla mnie jak córka. w końcu to my wychowywaliśmy ją przez te wszystkie lata.
- Jeśli wyszedł z pudła to wszystko już niczego nie zmieni - stwierdziłem, a oni tylko pokiwali w ciszy głowami. - Jedźcie do domu, zostanę z nią na noc.
- Justin, ty przesiadujesz u niej cały czas. Nie wysypiasz się. Miną już tydzień i powinieneś w końcu porządnie się wyspać. My zostaniemy, a ty wróć do domu - poprosiła Amy, ale zaprzeczyłem.
Fakt, nie sypiam najlepiej, bo jak można dobrze spać wygodnie na siedząco, do tego jeszcze jak się opiera głowę o kanciastą szafkę nocną albo łóżko szpitalne. Tak, śpię przy Ronie, bo czasem mam wrażenie, że śni jej się coś złego. Czasami wydaje mi się też, że się obudziła i coś do mnie mówi. Choć to przeważnie jakieś moje wymysły to i tak słyszałem parę razy jak mówiła przez sen. Niewyraźnie ale zawsze coś.
- Nie, naprawdę. Zostanę z nią. W domu tym bardziej nie mógłbym spać. Tylko bym się zamartwiał, a tak cały czas nad nią czuwam. Nie byłbym wstanie tak po prostu stąd wyjść i pojechać do domu. Ta świadomość, że w każdej chwili może się obudzić doprowadza mnie do szału. Zostanę. Tak będzie najlepiej dla nas wszystkich.

Jak powiedziałem tak zrobiłem. Gdy tylko Amy i Colin wyszli, przystawiłem sobie krzesło, a następnie usiadłem na nim owijając si szczelnie kocem. Nie minęła godzina, a zasnąłem.

oczami Ronie

Kolejny raz zaczęły mnie męczyć dziwne sny, związane być może z moją osobą, czy też moją własną przeszłością. Tym razem to nie była odległa przeszłość, ale sen dał mi odpowiedź na kilka męczących mnie pytań.

Szłam brzegiem plaży, tuląc się do pewnej kobiety, którą widziałam już niejednokrotnie w snach, a miała na imię Amy. Mówiła mi, że bardzo mnie kocha. Rozmawiałyśmy też o nadchodzącym koncercie. Kobieta zastanawiała się, czy może mnie puścić, ale widać po niej było, że tego nie zrobi. Po chwili podbiegła do nas jakaś dziewczyna. Ta rudowłosa szalona nastolatka wpadła w moje ramiona i zaczęła mnie wypytywać również o koncert. Odpowiedziałam jej, że nie jadę. Przez chwilę miała zawiedzioną minę, ale szybko się rozchmurzyła, mówiąc, że dostała bilet od rodziców. Zapewniła mnie od razu, że beze mnie nie będzie się dobrze bawić, obiecała też wszystko nagrać. Była taka szczęśliwa, a ja czułam ja się w środku rozpadam. Mimo to cieszyłam się razem z nią.

Stanęłyśmy obok siebie i wpatrzyłyśmy się w zachodzące słonce, wręcz tonące w tafli wody Oceanu Spokojnego. Potem zamknęłam oczy. Słyszałam jeszcze obok siebie rozmowę moich opiekunów. Nawet nie zauważyłam, kiedy podszedł do nas pewien mężczyzna szybko dowiedziałam się, że ma na imię Colin. Ale to nie to sprawiło, że się obudziłam. Było to słowo "siostrzenica" wypowiedziane przez niego do Amy. Powiedział dokładnie: "Piękną masz siostrzenicę, to cud, że mamy to szczęście się nią opiekować." Nie dość, że się obudziłam ... to jeszcze otworzyłam oczy i zaczęłam krzyczeć.

________________________________________________________________________________

Jestem tak nakręcona na en rozdział, że nie wiem xD
Pewnie zaraz zacznę pisać następny bo mam taką wenę, że ja nie mogę xD oczywiście nie dodam go od razu, poczekam najpierw na waszą reakcję <33
Tagi:
21.12.2013 o godz. 16:53
Czeeeeść to ja Ada xD Wiem, że wiecie, że to ja ale musiałam no cóż ^_^ mam ostatnio jakiś taki dobry humor. Może to dlatego, że niedługo koniec remontu i przenoszę się do nowego pokoju!!! Tak nowy pokój, nie dom. I tak się cieszę, bo w końcu będę miała więcej prywatności i czasu na pisanie kolejnych rozdziałów dla was <3 To pierwsza sprawa.

Druga sprawa jest taka, że ... jeśli wśród was są ci, którzy lubią moje opowiadanie, to mogłabym ich (was) nazywać swoimi fanami, co wy na to? Pomyślałam o Asters. Jak myślicie? pasuje? "A" to pierwsza litra od imienia, "st" to dwie pierwsze litery nazwiska (Strzech), a -ers jako końcówka od Beliebers. Mnie się podoba i od teraz mogę was tak nazywać jeśli chcecie :*

Trzecia sprawa to -----> mój Twitter: @MyWorldUBelieve proszę o follow ;D

No to by było na tyle. Czekam na wasze komentarze ;****** kocham was moi Asters xD
Tagi: 1-2-3
02.08.2013 o godz. 18:31
Mam za sobą długie godziny rozmyślania nad tym rozdziałem ... Był ciężki do napisania, ale ... w końcu dzieje się więcej :) Czytajcie, a zobaczycie :*
___________________________________________________________________________________________

"Godzina za godziną"


oczami Ronie

Wszystko kiedyś przemija ... Nawet jeśli tego nie chcemy. Mój czas dobiega końca. Czuję to, no bo ile można leżeć i być faszerowanym samą kroplówką? No nie za długo.

Miłość? Czy ona istnieje? Czy ja istnieję? Wiele pytań męczy mnie już od bardzo dawna. Właściwie to jak się znalazłam w szpitalu i co się ze mną dzieje? Nic nie pamiętam. Musiało stać się coś złego, skoro czegoś mi brakuje. Ale czego? Może, może ... miłości, przyjaźni. Tak, na pewno.
- Ronie, kochanie. Nie poddawaj się. Musisz żyć, jeśli nie dla mnie to dla Amy i Colina - słyszałam błagalny głos mojego Anioła Stróża, chłopaka o pięknych oczach i delikatnych ustach.
Spróbowałam mu odpowiedzieć, jak zawsze zresztą, ale na marne. Z mojego gardła wydobył się jedynie cichy pomruk zawodu.
- Nie męcz się skarbie. To i tak zbyt wiele nie da.
Może wiele nie da, al chociaż miałam pewność, że mnie słyszy. To mnie uszczęśliwiło, sama jego obecność, jego głos i dotyk. Chciałam aby był przy mnie przez cały czas i nigdy nie przestawał mnie głaskać po dłoni.

Słyszałam jak chłopak nuci mi jakąś piosenkę, która powoli mnie usypiała. Już po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że jestem sama. Czyżbym umarła? A może zasnęłam? Znów tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi.

oczami Justina

Wiedziałem, że nie powinienem był zostawiać Ronie samej, ale musiałem wrócić do domu. Moja mama dzwoniła do mnie już kilka razy. Za każdym pytała się czemu jeszcze nie wróciłem. W jej głosie słyszałem ból, martwiła się o mnie. Pojechałem więc do domu, najpierw jednak zaśpiewałem mojej księżniczce kołysankę. Sądzę, że usnęła i nie słyszała jak wychodzę. Do tego moje miejsce zajęła zaraz Amy, a wraz z nią Colin. Mogłem więc być o nią spokojny.

- Justin, martwiłam się. Co z nią? Wyjdzie z tego? Skarbie, co z Ronie? - zaczęła mama, gdy tylko wysiadłem z auta, które wcześniej zaparkowałem przed domem.
- Żadnych zmian. Jej ciocia ma do mnie zadzwonić, gdy coś się zacznie dziać.
- O matko, Justin, ona już jest dla mnie jak córka. Wiem jak bardzo ją kochasz, ja też ją kocham i nie chcę jej stracić.
- Ja też mamo - zaszlochałem, wtulając się w rodzicielkę. - Ona jest dla mnie wszystkim.

Nie panowałem już nad emocjami. Powoli odzyskiwałem świadomość, że być może moja myszka już nigdy nie otworzy oczu. Tak bardzo Bałem się ją stracić. Wraz z mamą zaczęliśmy odliczać godziny.

kilka dni później

Od wypadku Ronie minął już tydzień. Dziewczyna coraz rzadziej odpowiada na moje pytania. Przestaje nawet próbować. Z każdą chwilą coraz bardziej tracę nadzieję, że może jednak otworzy oczy, uśmiechnie się i powie: "Justin, tęskniłam za tobą". Chciałbym wierzyć w to wszystko, wierzyć, że jednak mnie pamięta. Niestety to mało prawdopodobne.



Już od pewnego czasu widuję się z Holly. To dobra znajoma. Pocieszamy się nawzajem i dodajemy sobie otuchy. Przesiadujemy razem przy Ronie, rozmawiamy. Czasem są gorsze chwile, więc w tym czasie również nie brakuje łez. Wiem tylko jedno - Holly nie jest już tą samą dziewczyną, którą poznałem na moim koncercie. Zmieniła się, jest przyjaciółką Ronie, ale jest też o nią zazdrosna. Wciąż chce abyśmy do siebie wrócili, a ja natomiast spławiam ją na tyle delikatnie, by nie poczuła się urażona oraz, by wiedziała, że kocham Ronie. Do niej jednak nic nie dociera.
- Justin, nie możemy nawet spróbować? Kto wie, czy Ronie w ogóle się obudzi - Holly kolejny raz zagadała mnie o to samo.
- Jak możesz tak mówić?! Przecież ona jest twoją przyjaciółką. Serio chcesz ją dodatkowo zranić? - tym razem mocno mnie wkurzyła.
- Wiem co mówię. Skąd ta pewność, że ona jest dla ciebie lepsza ode mnie? Przecież byliśmy razem zanim ją poznałeś.
- Właśnie, BYLIŚMY. I właśnie ZANIM! Holly, czy ty nic nie rozumiesz? Nie dzwoniłem, bo miałem cię już dosyć. Gdy poznałem Ronie to nie wiedziałem, że się znacie, ale ona już od początku wydała mi się wyjątkowa. Zdałem sobie sprawę, że jestem jej potrzebny, jestem za nią odpowiedzialny. Jeśli umrze ... to ja też.

Podczas całej tej mojej przemowy, bacznie przyglądałem się, coraz to bledszej, Holly. Z początku miałem wrażenie, że się rozpłacz, ale gdy zacząłem mówić o Ronie, to jakby coś w niej pękło. gapiła się na nią ze smutkiem, ale gdy wypowiedziałem ostatnie zdanie, zerwała się na nogi i wybiegła z sali, nawet na mnie nie patrząc.

wieczorem

Holly wróciła do sali niedługą chwile później. Musiała pewnie odwiedzić łazienkę, bo wyglądała lepiej niż przed wyjściem. Zachowywała się również tak, jakby nie było rozmowy. Byłem jej za to wdzięczny, bo przez ułamek sekundy poczułem się w jej towarzystwie jak dobry ponad rok temu. Kiedy pisaliśmy do siebie smsy i gadaliśmy godzinami przez telefon. Szczerze? ... tęskniłem za tamtą Holly. Tą, którą poznałem w dniu koncertu.

-Justin, prześpij się trochę, teraz ja jej popilnuję -odezwała się Holly.
- Nie, spokojnie, dam radę - w rzeczywistości zasypiałem na siedząco.
- Przestań, przecież widzę jaki jesteś śpiący. No już, do spania. Obudzę cię jak zacznie się coś dziać.
- Okej.

Nie miałem po co się z nią kłócić. I tak by wygrała, bo już ledwo trzymałem się na nogach. przeniosłem się zatem na fotel, rozłożyłem go i zamknąłem oczy. Po chwili zasnąłem.

oczami Ronie

Miałam sen ... Dziwny, ale piękny, a jednocześnie smutny i przerażający. Widziałam w nim ludzi, których nie znam. Jakieś młode małżeństwo. Z początku wyglądali na szczęśliwych. Dziewczyna, bardzo ładna, była trochę do mnie podobna. Równie dobrze mogła by być ze mną spokrewniona. Chłopak, a raczej mężczyzna z dwudniowym zarostem, również był bardzo piękny. Oboje o czymś rozmawiali. Zauważyłam to po ruchu ich warg, ale nic nie słyszałam. W pewnym momencie oboje na mnie spojrzeli, a po chwili zjawiło się trzech policjantów, którzy wyprowadzili tego mężczyznę. Kobieta rozpłakała się i próbowała ich jakoś rozdzielić, ale na marne. Znów spojrzała na mnie, kiedy wyraz jej twarzy lekko się zmienił, jakby dojrzał, ale jednocześnie posmutniał. W jednej dłoni trzymała zakrwawioną żyletkę, a w drugiej butelkę wódki. Po jej rękach spływała krew. Znów jakby upłynęło trochę czasu. Obok tej kobiety dostrzegłam znaną mi postać ... młodszą, ale jednak znaną. Amy? Czyżby to była ona? Może ją z kimś pomyliłam, ale była taka realistyczna, taka prawdziwa, taka ... jak ona. Po jakimś czasie zauważyłam między kobietami drobne podobieństwo. Oczy, usta, włosy, podbródek. Wyglądały jak siostry.

Nagle wszystko zniknęło. Cały obraz się ulotnił tak szybko, jak się ukazał. Czułam żal, ogromny żal i współczucie dla tych ludzi. Ale nie rozumiem jednego ... kim oni byli? Zrozumiałam tylko, że byłam im bliska. Zniknęli, a ja razem z nimi.
___________________________________________________________________________________________

Koszmarnie trudny był do napisania ten rozdział. Zwłaszcza część Ronie. Mam nadzieję, że nie gniewacie się za opóźnienia i po przeczytaniu zostawicie po sobie ślad w postaci komentarza. Proszę każdego, kto przeczyta, o komentarz. To dużo czasu wam nie zajmie a mnie to cholernie motywuje :) W każdym bądź razie, akcja się rozkręca. Jak myślicie? Ronie z tego wyjdzie, czy popadnie w śpiączkę? Wszystko zależy od was :*** Do następnego <3
Tagi:
02.08.2013 o godz. 18:11
Heej xD to znów ja (jakbyście nie wiedzieli) ten rozdział postaram się bardziej wydłużyć, żeby więcej się w nim znalazło. Małpa znaleziona teraz tylko trzeba to zakończyć :D
________________________________________________________________________________________

"Where is the monkey"


oczami Ronie

Justin traktował mnie jak bym była ze szkła. Cały czas kazał mi siedzieć i się nie ruszać. Niby pojechaliśmy do szpitala (z prowizorycznym opatrunkiem) ale uznali, że nie straciłam zbyt wiele krwi, by mieli mnie tam długo przetrzymywać. Cała transfuzja krwi zajęła może godzinę, potem wróciliśmy do domu. Hmm... najpierw chcąc czy nie chcąc musiałam wpaść na Holly, która chodziła zdenerwowana po korytarzu, przez cały ten czas.
- Ronie? Tak strasznie się bałam. Co się stało? - krzyknęła gdy tylko razem z Justinem wyszliśmy z sali.
- Cięła się przez ciebie - uciął Justin i dopiero w tym momencie zwróciła na niego uwagę.
- Cześć Justin. Dawno się nie widzieliśmy - powiedziała to tak jakby chciała mu dogryźć.

Chłopak zignorował ją i ciągnąc mnie za ramię zaprowadził do samochodu.
- No wiesz, mogłeś chociaż się z nią przywitać po ludzku, a nie - wyrzuciłam z siebie, gdy ten wsadzał kluczyk do stacyjki.
- A niby co miałem jej powiedzieć? Cześć, jak dobrze, że o mnie pamiętałaś. Sądziłem, że nie chcesz mnie znać. Fajnie, że spotkaliśmy się w takim momencie, kiedy twoja przyjaciółka o mało nie straciła życia. O to ci chodzi?! - był wściekły. Spojrzałam na licznik. No pięknie 120 km/h. On chyba zwariował.
- Justin, zwolnij.
- Nie będziesz mi rozkazywać. Jadę tak jak mi się chce.
- Justin! Chcesz nas pozabijać?! - straciłam panowanie nad sobą.
- Przynajmniej zginiemy razem - zamurowało mnie.

Zwolnił, ale nie odzywał się do mnie aż do przyjazdu do domu. Amy zaraz do nas wyszła, a raczej do mnie, bo gdy wysiadłam z auta, Justin ruszył z piskiem opon.



- Ronie, nie przejmuj się nim tak. Przejdzie mu.
- Nie rozumiesz? To wszystko wina Holly. gdyby się nie odezwała to Justin byłby teraz przy mnie...
Leżałam w swoim pokoju już od ponad godziny i ryczałam w poduszkę. Amy starała się mnie uspokoić, ale niezbyt jej to wychodziło. W tej chwili czułam się jak jakaś szmaciana lalka voodoo. Tylko, że zamiast szpilek, miałam na sobie pełno szwów po cięciach. Miałam dziwne wrażenie, jakby świat miał się zaraz zawalić. Jakbym straciła kogoś ważnego, ale nie wiedziała kogo. Naprawdę zapomniałam...

oczami Justina

Wróciłem do szpitala. Nie wiem co mnie tam ciągnęło. Wiedziałem, że muszę wszystko załatwić z Holly zanim Ronie się o tym dowie. Kocham ją i nie chce stracić, a Holly zaczęła mi przypominać o tym, że się spotykaliśmy. Tak byliśmy parą. Wtedy nie znałem jeszcze Ronie i żałuję, bo pewnie to ją bym wybrał, a nie rudą. Nie pasowaliśmy do siebie. Zanim urwał się kontakt między nami to już dawno przestałem do niej dzwonić. Nawet nie pisałem. Zawsze ona zaczynała pisać, czy ona dzwoniła.

Dojechałem na miejsce. Holly siedziała na schodach przed szpitalem, miała na sobie biały fartuch, taki jaki noszą pielęgniarki. gdy mnie zobaczyła, podniosła się i uśmiechnęła zwycięsko. Zaparkowałem i podszedłem do niej.
- Jak mogłaś?! - starałem się zachować spokój, ale ona zaraz położyła mi ręce na klatce piersiowej i wybuchłem. - Nie dotykaj mnie!
- Oj Justin. Przecież wiem, że tęskniłeś. Nie przejmuj się Ronie. Wybaczy ci, mi zresztą też. do tego o niczym się nie dowie. Dlaczego nie możemy być ze sobą tak jak dawniej? - przygryzła wargę i przybliżyła swoją twarz do mojej.

Czułem, że jak mnie pocałuje to nie będę mógł się jej oprzeć. Wiedziałem, że Ronie nigdy mi tego nie wybaczy. Usta Holly były już tylko kilka milimetrów od moich, gdy uratował mnie dzwonek mojego iPhone'a.
- Przepraszam - powiedziałem odsuwając się od zdezorientowanej Holly.
- Justin! Przyjeżdżaj szybko do nas - w słuchawce usłyszałem głos Amy.
- Co się stało?
- Ronie cały czas płacze. Mówi, że nic nie pamięta. Martwię się o nią. Znów traci pamięć!
- Już jadę - rozłączyłem się, a po chwili zwróciłem się do dziewczyny stojącej obok. - Holly, muszę jechać, Ronie mnie potrzebuje.
- No jasne, zawsze ona - skrzywiła się, obróciła na pięcie, jednocześnie odgarniając włosy na plecy i odeszła w swoją stronę.



Bałem się. Znów na liczniku zauważyłem przekroczoną prędkość, ale nie zwracałem na to uwagi. Teraz liczyła się tylko Ronie.
- Amy? - zawołałem, widząc ciotkę Ronie, stojącą przy krawężniku.
- Chodź, może jak z nią posiedzisz to sobie przypomni. Dzwoniłam już po jej lekarza. Jest gorzej niż wcześniej. Nawet mnie nie kojarzy.

oczami Ronie

Gdzie ja jestem? Kim jestem? Co to za miejsce? Dlaczego nikt nie słyszy mojego wołania? Wiele pytań zaśmiecało mi umysł, choć na żadne nie miałam odpowiedzi. Wiedziałam jedno: Nikogo nie wołałam. Nagle do pomieszczenia w którym się znajdowałam, wszedł jakiś chłopak. Usiadł jakby nic koło mnie i zaczął mi się bacznie przyglądać. Nie odzywał się. Bałam się go choć wyglądał na miłego. Wyciągnął w moim kierunku rękę, a ja odruchowo się cofnęłam. Już nie miałam gdzie uciekać. Za mną była ściana.
- Odejdź - powiedziałam niewyraźnym głosem, na co on się zasmucił.
- Nic ci nie zrobię - po chwili namysłu dodał - Naprawdę mnie nie pamiętasz? Ronie, proszę powiedz, że to tylko głupi żart.
Wydawał się znajomy. Te oczy koloru płynnej mlecznej czekolady. Zaczęłam w nich tonąć więc odwróciłam wzrok. Zauważyłam, że lekko się uśmiechnął. Po raz kolejny spróbował pogłaskać mnie po policzku. Pozwoliłam mu na to, po czym zadrżałam z przyjemności. Znałam ten dotyk, tylko nie wiedziałam skąd.

- Pomogę ci sobie mnie przypomnieć. Musisz mi tylko zaufać - mam mu zaufać? Może i go skądś kojarzyłam, ale go nie znałam. Jak mogłabym mu zaufać. - Ronie proszę, chociaż spróbuj.
Wypowiedział to imię drugi raz. Czyli on musi mnie znać, a to Ronie to pewnie moje imię. Postanowiłam spróbować.
- Dobrze - odpowiedziałam.
Widziałam tylko jak te czekoladowe oczy zbliżają się do mnie. Następnie poczułam się jak w niebie. Chłopak złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Muskał moje wargi tak, jakby bał się, że odejdę. Zaczęłam odwzajemniać całusy. To było coś wspaniałego, jednak po chwili nastała ciemność. Gdzie podział się chłopak z tymi pięknymi oczami i delikatnymi ustami? Zostałam sama.

ranek
lekcja biologii
oczami Justina


- Psorze, Ronie jest chora i nie mogła przyjść, ale ja przyniosłem małpę - mimo zaniku pamięci Ronie, trzeba było iść do szkoły i oddać zadanie domowe.
- W takim razie dobrze. W poniedziałek będzie? Dopiero wtedy was ocenię.
- Nie mam pewność. Jest z nią bardzo kiepsko. Trafiła do szpitala i wątpię, aby ją wypuścili szybciej niż po tygodniu.
- Och, co jej się stało?
- Drobny wypadek. Powoli do siebie dochodzi. Tylko żałuję, że nie mogę przy niej być.
- Justin? Czy ty chcesz powiedzieć, żebym cię zwolnił?
- A mógłby pan? - ucieszyłem się, że o tym pomyślał. Ronie może obudzić się w każdej chwili.
- W sumie tak, ale to pierwszy i ostatni raz.
- Dziękuję panu - ucieszyłem się i gdy zadzwonił dzwonek popędziłem do samochodu.

Ronie straciła przytomność, zeszłego wieczory, gdy tylko ją pocałowałem. Sądziłem, że w ten sposób sobie mnie przypomni, a ona tylko się rozmarzyła. niepotrzebnie też ją podnieciłem. teraz bałem się o nią z dwojoną siłą.

Podjechałem pod szpital i szybko wbiegłem do środka. Zatrzymała mnie pielęgniarka.
- Ronie Malone - rzuciłem, a ona wskazała mi odpowiednią salę.
Ronie wciąż spała. Nad nią czuwała Amy. Była przy niej przez całą noc. Zauważyłem cienie pod jej oczami. Musiała cały czas jej pilnować. podobni jak ja bardzo się martwiła.
- Amy? Odpocznij sobie, teraz ja przy niej posiedzę - powiedziałem, kładąc rękę na ramieniu kobiety.
- Dobrze, ale obudź mnie, gdy się ocuci.
- Zgoda, ale teraz się zdrzemnij.
Posłusznie przeniosła się na fotel obok, rozłożyła go i zamknęła oczy. Teraz to ja usiadłem koło mojej kruszynki i zacząłem jej się przyglądać. Biedaczka był podłączona do kroplówki i maszyny trzymającej jej przy życiu. Jakąś godziną później dowiedziałem się, że Ronie może wpaść w śpiączkę. Do tego cały czas słyszy wszystko i wszystkich dookoła. Jednak nie może się wybudzić, choć jest świadoma z tego co się wokół niej dzieje. Myślałem, że do niej dołączę. Było mi słabo. Nie mogłem jej stracić. Siedziałem obok cały czas trzymając ją za dłoń. Z początki miała zaciśnięte palce. Dopiero po jakimś czasie rozluźniła mięśnie. Widziałem jak lekko się uśmiecha, gdy głaskałem ją kciukiem po wierzchu dłoni. Sądziłem, że tylko udaje, ale naprawdę nie mogła otworzyć oczu, stanąć i powiedzieć, że wszystko gra.
- Ronie? Słyszysz mnie? - pytałem ją o to kilka razy, a ona tylko lekko, ledwo zauważalnie kiwała głową. - Możesz coś powiedzieć? - tym razem nic się nie działo. Próbowała się odezwać, ale udało jej się tylko uchylić usta.
Za każdym razem jakby prosiła o pocałunek. Dopiero z czasem zdałem sobie sprawę, że właśnie tego ode mnie oczekuje. Pochyliłem się nad nią i delikatnie musnąłem jej wargi. Natychmiast tego pożałowałem. Chciałem wpić się w jej usta tak porządnie, zaczęła odwzajemniać pocałunek, a maszyna mierząca ciśnienie, przyśpieszyła. Odsunąłem się od dziewczyny, szepcząc jej do ucha, że póki tu jest to nie możemy ego robić. Wygięła usta w podkówkę i po chwili zaczęła drzemać.

oczami Ronie

Cholerny szpital. Dlaczego muszę być chora i leżeć tu skoro jest przy mnie chłopak z tymi pięknymi oczami. Nie widziałam go, ale rozpoznałam go po głosie i ... pocałunku. Tak bardzo tego pragnęłam, ale nie, bo mi nie wolno. Leżałam na tym łóżku jakby sparaliżowana. Nie czułam nóg. jedyne co dawało o sobie znać to słuch i delikatne mrowienie na lewej dłoni. Znak, że chłopak wciąż jeździł po niej kciukiem. starał się ze mną rozmawiać. Choć wciąż zadawał mi jedno i to samo pytanie, czułam, że się o mnie martwi. Nie mogłam mu nic powiedzieć. Miałam ściśnięte gardło, ale słyszałam go doskonale. Miałam nadzieję, że niedługo również go zobaczę.
____________________________________________________________________________________________

Koniec xD jest to już ostatnia część w następnej też się będzie dużo dziać. Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Proszę o szczerą opinię w postaci komentarza ;)
Tagi:
08.07.2013 o godz. 15:41
To znowu ja :D ten rozdział zaczyna się trochę dramatycznie, ale nie martwcie się, wszystko się ułoży :* A tym czasem ... miłego czytania [muzyka]
_____________________________________________________________________________________________

"Where is the monkey"


oczami Ronie

Już od dobrych 20 minut siedziałam na podłodze w łazience. W dłoni trzymałam zakrwawioną żyletkę. Nie chciałam tego robić, ale to było silniejsze ode mnie. Myślałam o rodzicach, o tym, jak Holly mogła się o nich dowiedzieć, skąd ich znała i dlaczego nie powiedziała mi wcześniej. Rany z początku piekły, ale tylko przez chwilę, gdy wbijałam w skórę ostre narzędzie. Później czułam już tylko ulgę i krew kapiącą na podłogę. Nie było aż tak źle, by się ciąć, ale uczucie, które dręczyło mnie odkąd znalazłam w szafce liścik od Holly, było nie do zniesienia.

Po raz kolejny tego dnia wyciągnęłam pognieciony kawałek papieru z kieszeni moich turkusowych rurek. Karteczka lekko zafarbowała od krwi, ale wciąż wyraźnie było widać każdy wyraz.

Do Ronie:
Hej. Już od pewnego czasu chciałam ci o czymś powiedzieć, ale nie miałam odwagi. Widzisz ja ... znam twoich rodziców. Wiem, gdzie teraz są i co się z nimi dzieje. Wybacz mi za to, że to ukrywałam ... Po prostu są osoby, które wolałyby, abyś się o tym nie dowiedziała. Jeśli będziesz wciąż chciała ze mną rozmawiać, to wszystko ci wyjaśnię. Nie chcę cię stracić. Zaufaj mi i nikomu nie mów.
Holly


Znów poczułam pieczenie w ranie. Okazało się, że zacisnęłam lewą pięść podczas czytania, co spowodowało odklejenie zaschniętej krwi. Jej kolejne krople słynęły na podłogę.

oczami Justina

- Justin? A co ty robisz w domu o tej porze? Powinieneś jeszcze byś w szkole - zawołała mama wchodząc do salonu.
Już od dobrego czasu leżałem na kanapie i, jedząc popcorn, tępo wpatrywałem się w telewizor.
- Tak wiem, mamo. Ale Ronie źle się poczuła i postanowiłem ją odwieźć.
- No dobra, ale czy nie powinieneś w takim razie wrócić do szkoły?
- Oj mamo ...
- Co znowu? Molly się naprzykrzała i ją też postanowiłeś odwieźć?
- Nie tylko, że ... Ugh, bez Ronie nie dałbym rady wytrzymać w szkole jeszcze 3 lekcji.
- Uciekłeś z 3 lekcji?! Justin, to nie jest normalne. Wracaj do szkoły.
- Coś nie najlepiej się czuję, może pójdę się położyć - próbowałem się wykręcić, ale mama słyszała tylko to co chciała usłyszeć.
- Justin, mów co się dzieje i dlaczego nie chcesz wracać do szkoły.
- Mówiłem ci, że Ronie nie zna swoich rodziców, prawda?
- Tak, i?
- I teraz taka jedna koleżanka dała jej kartkę z wiadomością, że ich zna i wie, gdzie są. Ronie przez to zachowywała się tak dziwnie, płakała. Martwię się o nią.
- To co ty tu jeszcze robisz. jedź do niej i sprawdź jak się czuje.
- Eh, chciałem z nią zostać, ale ona powiedziała, że musi pobyć trochę sama.
- Ach tak ... - zamyśliła się. - Słuchaj, Justin. Na twoim miejscu bym do niej pojechała. Gdy dziewczyny za długo siedzą same to przychodzą im dziwne pomysły do głowy.
- Masz rację. Obawiam się, że może sobie coś zrobić - mówiąc to, wstałem z kanapy i wyłączyłem telewizor. - No i przy okazji sprawdzę co u niej i sam może przestanę się martwić.
- Jasne słońce - krzyknęła mama z kuchni. - Ymm, Justin? Chodź na chwilę.
- Coś się stało? - spytałem stając w drzwiach od kuchni.
Mama nie zdążyła mi odpowiedzieć, gdy zdałem sobie sprawę z tego co się stało. Okno było otwarte, doniczki z kwiatami porozbijane na podłodze, lodówka również otwarta i wszędzie pełno śladów małpich łapek.
- Nie patrz tak na mnie, to nie Molly. Cały czas spała przy mnie - usprawiedliwiłem moją podopieczną.
- Jak nie ona to kto? A, i jak mogłeś nie usłyszeć hałasu?
- Pewnie akurat byłem pod prysznicem.

Nagle zza moich pleców dobiegł nas jakiś huk. Z salonu wybiegła wystraszona Molly i wskoczyła mi na ramię cichutko popiskując. bez chwili namysłu pobiegłem do swojego pokoju. Ślady małpy były widoczne również i w drodze do niego. Drzwi zastałem uchylone, a na środku pokoju, na podłodze stała kapucynka, którą dostaliśmy z Ronie od nauczyciela.
- No wiesz. Chociaż mogłeś wejść kulturalnie drzwiami, nie przez okno. A jak byłeś głodny, wystarczyło poprosić - powiedziałem zażenowany do małpy.

Po chwili sobie coś uświadomiłem. Zamiast szukać małpy to ona znalazła mnie. Postanowiłem powiedzieć o tym Ronie i wybrałem jej numer w telefonie. Minęło 5 sygnałów, a ona nie odbierała, jednak nie złapała mnie poczta, tylko ktoś odrzucił.

- Mamo! - rzuciłem przez ramię jednocześnie zakładając buty. - Jadę do Ronie!
- Justin, no ale kto posprząta?
- Zajmę się tym jak wrócę - widząc swoją rodzicielkę, podszedłem do niej i ucałowałem ją w policzek. - Znalazła się nasza zguba.
- Zauważyłam.
- Obiecuję niedługo wrócę - wyszedłem z domu, zamykając za sobą drzwi.



oczami Amy

- Ronie, ja cię proszę, wyjdź już stamtąd. Zaczynam się martwić. Minęła godzina. Jak długo można siedzieć w łazience bez puszczania wody?

Jako moja siostrzenica, Ronie ma teraz dość sporo swobody. Zwłaszcza odkąd w jej życiu pojawił się Justin. Zauważyłam wiele zmian w jej zachowaniu. Staje się taka ... normalna? Tak to chyba najlepsze rozwiązanie. Przed ich pierwszym spotkaniem była jak maszyna. Wstawała jadła śniadanie, szła do szkoły, wracała, potem obiad, odrabianie zadań domowych, kolacja, wieczorna toaleta, spać, a od rana powtórka. Teraz częściej sięga po książki, słucha dużo muzyki. Stara się nawet z nami rozmawiać. Cieszy mnie ta zmiana, bo w końcu wiem, że jej życie jednak ma sens. Obawiam się tylko jednego. Byleby Holly nie powiedziała jej o rodzicach.

W rzeczywistości przyjaźniły się od małego, ale Ronie zapomniała o niej po wypadku. Holly tak jak ona jest belieberką. Dziewczyna była nawet na koncercie ich idola i została OLLG. razem z Colinem mieliśmy wtedy ciężkie czasy i nie pozwoliliśmy Ronie jechać. Przez miesiąc nic nie mówiła. Lekarz mówił, że to minie. Minęło ... zaraz po wypadku. Wtedy pierwszy raz poczułam, że po części to ja teraz jestem matką Ronie, muszę ją wychować i kochać jak własne dziecko. I kocham ją całym swoim sercem.

- Ronie? Skarbie, proszę, otwórz - nikt nie odpowiadał. - Ronie?! - zaczęłam się bać, łzy powoli ściekały mi po policzkach.

Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć ocierając twarz z cieczy.
- Justin? Wejdź, proszę - chłopak nie zdążył nic powiedzieć, gdy usunęłam mu się z drogi, by mógł wejść do środka.
- Amy, co się stało? - zauważył, że płakałam.
- Ronie zamknęła się w łazience, już od godziny z niej nie wychodzi.
- Czy w łazience jest okno? - spytał jakby nigdy nic.
- Tak, ale ona jest w swojej, na piętrze. Justin, co chcesz zrobić?
- Wyciągnąć ją stamtąd - o nic więcej nie pytałam.

oczami Justina

Wiedziałem, że coś się stanie. Czułem to całym sobą. Ronie bywa zawzięta i jak podejmie jakąś decyzje to tak łatwo się nie poddaje. Miałem tylko nadzieję, że nie jest za późno.

Wybiegłem szybko na podwórko. Koło pokoju Ronie rośnie duże drzewo. Łatwo się po nim wspiąć. najlepsze było to, że i okno z jej łazienki jest w pobliżu tego drzewa. Mogłem się do niej szybko dostać. O ile okno jest otwarte. Wspiąłem się na drzewo i zajrzałem w okno. Dziewczyna leżała pod drzwiami cała w krwi. A więc stało się. Na szczęście uchyliła okno, przez które po chwili wszedłem do środka.

- Ronie, proszę, obudź się - szepnąłem pochylając się nad nią ostrożnie.
- Justin? Nie śpię. - odpowiedziała niewyraźnie. - Przepraszam.
- Nie szkodzi. Pokaż - wyciągnęła przed siebie lewą dłoń. obejrzałem ja dokładnie i zauważyłem tylko kilka cięć, do tego niezbyt głębokich. Odetchnąłem z ulgą. - To wszystko?
- Tak - zgodziła się, miała zachrypnięty głos.
- To skąd tu tyle krwi?
- Jaaaa... nie wiem. Zanim odpłynęłam to jej tu nie było.
- Jak to odpłynęłaś? - wystraszyłem się.
- Straciłam przytomność, zrobiło mi się słabo.
- No dobrze, ale jak?
- No nie wiem, naszła mnie fala mdłości i jakoś tak samo.
- Ronie, nie rób mi tak więcej, wiesz jak się martwiłem? - przytuliłem ją ostrożnie do siebie, a ona oparła głowę na mojej klatce piersiowej i pociągła nosem.
- Tak myślałam, że będziesz się martwić - zaskoczyła mnie. Wiedziała o tym, a mimo wszystko i tak się cięła. - Ała - syknęła nagle.
- Co jest?
- Już wiem skąd tu tyle krwi.

Zauważyłem jak wyciąga sobie z uda żyletkę. Przez tą chwilę przyglądałem się jej minie, tylko lekko się skrzywiła. Zaskakuje mnie za każdym razem coraz bardziej. Ja to pewnie bym już ryczał, a ona tak po prostu wzięła tą żyletkę i rzuciła ją na drugą stronę łazienki.
- Tak to stąd ta krew - stwierdziła.
- Chodź, muszę ci to jakoś zatamować - oderwałem kawałek materiału od swojej koszulki i zawiązałem go na jej nodze nad raną.
Dopiero teraz dostrzegłem w jej oczach łzy...
_______________________________________________________________________________________________

Hej miśki :* Niestety nie udało się zmieścić tego w 3 częściach więc pojawi się jeszcze jedna a później już będzie 7 obiecuję. Do rzeczy, jak się podoba? Dużo się dzieje, no nie? Proszę o szczere opinie :D Do następnej notki <3
Tagi: ♡♡
28.06.2013 o godz. 19:12
Heeeeej xD bardzo dziękuję wam dziewczyny za miłe słowa, a szczególnie youar­emywo­rld za ten niebywale długi komentarz :*. Cieszę się, że ktoś docenia moje starania. Większość tamtego rozdziału pisałam przez cały dzień. Trochę napisałam wcześniej. Hahaha siedziałam, gapiłam się w monitor i klawiaturę, i jakoś nie miałam pomysłu, a jak naszła mnie wena to nie mogłam przestać pisać xD. Ale to dla was. I tak za długo mnie ty nie było, musiałam dodać kolejny rozdział :)
Ale to dla was, tylko dla was. Kocham was miśki <333
Tagi: ♥♥♥
24.06.2013 o godz. 20:29
Wróciłam po długiej nieobecności. Przepraszam was za to, ale mam na pocieszenie rozdział. Oby się spodobał. Jest dużo dialogów xD.[Muzyka do rozdziału]
_______________________________________________________________________________________________

"Where is the monkey"


Obudziłam się jeszcze przed budzikiem. gdy rozejrzałam się po pokoju zauważyłam dość spory bałagan. Przypomniałam sobie, że wzięłam do siebie na noc małpkę, a nigdzie jej nie dostrzegłam. Wybiegłam na korytarz i zaraz się uspokoiłam. Pomyślałam, że pewnie Amy ją wzięła.

Gdy zeszłam do kuchni, czekała mnie ciekawa niespodzianka.
- Justin! Co ty tu robisz? - spytałam rzucając się chłopakowi na szyję.
- Jak to co? Przyszedłem po ciebie. Pomyślałem, że możemy razem pójść do szkoły.
- Ale przecież ty mieszkasz po drugiej stronie. Wątpię, żeby ci się opłacało.
- Uwierz, takiego widoku nie ma się na co dzień - powiedział wskazując na mój tyłek, a jednocześnie poruszając zabawnie brwiami.

Miałam na sobie tylko koszulkę i majtki. Zarumieniłam się, a po chwili do kuchni wszedł Colin.
- Ronie, włóż spodnie, a nie tyłkiem świecisz.
- Oj tam ... A wiesz masz rację. Pójdę się ubrać, bo się spóźnimy.

Pobiegłam do pokoju, wzięłam ubrania i weszłam do łazienki. Wyszłam z niej gotowa po 20 minutach.
- Nie rozumiem co te kobiety tak długo robią w tej łazience - skomentował Justin, gdy mnie zobaczył.
- Ale śmieszne. A tak właściwie to tobie też długo schodzi - odgryzłam mu się.
- Nie tak długo jak tobie, skarbie.
Naszą rozmowę zakończyłam kwaśną miną i złowrogim spojrzeniem. Już miałam zamiar szykować sobie śniadanie, gdy chłopak zaprowadził mnie do stołu i podał talerz pełen kanapek. Spojrzałam na niego krzywo i wzięłam się do jedzenia.
- A takie małe dziękuję? - spytał Jus i nastawił się do buziaka.
- Dzięki - powiedziałam z pełną buzią i klepnęłam go w policzek.
- Można i tak. Dobra szamaj i idziemy - pokiwałam głową na znak, że się zgadzam, a potem jadłam dalej.

Skończyłam po 5 minutach. Justin przez cały czas siedział obok i gapił się na mnie. Poszłam jeszcze do pokoju po torbę i zauważyłam otwarte okno. Natychmiast skoczyło mi ciśnienie. Zrobiło mi się słabo i to co zdążyłam powiedzieć to pomocy. Po chwili do mojego pokoju wszedł Justin, a zaraz za nim Colin, który skwitował, że na pewno nie pomorze mi posprzątać. Bieber za to też zobaczył otwarte okno i stanął jak wryty.

- Małpa... - wyszeptał.
- Nie ma... - łzy zaczęły spływać mi po policzkach.
Jak mogłam pozwolić jej uciec? jak mogłam być tak nieodpowiedzialna? Do tego razem z Justinem oblejemy zadanie z biologii, jeżeli pan Jones się dowie, że małpy nie ma! Dobra Ronie, uspokój się, tylko spokój może cię uratować.
- Musimy coś zrobić i to jak najszybciej. Nie możemy iść do szkoły bez małpy. Nauczyciel zacznie coś podejrzewać. A co jak już się dowiedział, że jej nie mamy? Obleje nas - taaa istna oaza spokoju.
- Ronie spokojnie, znajdziemy ją. Nie mogła odejść daleko. Choć mam pomysł. Colin? czy ty i Amy dalibyście radę poszukać małpy?
- Hmm, pewnie tak.
- Ale Justin. Co ze szkołą? - to zaczynało mi się jak najmniej podobać.
- Nie pytaj, tylko choć.
Zrobiłam to o co poprosił. Gdy wyszliśmy na dwór, moim oczom ukazał się ładny, biały samochód.- Teraz rozumiem.
- Hahaha. A widzisz. Przecież nie mogłem tu przyjść na nogach. Musiałem przyjechać autem.
- No dobra nie gadaj tyle.
- Ja dużo gadam?
- W tym momencie tak.
Widocznie nie podobało mu się to, że się nie poddaję, więc przysunął się do mnie i chwycił za nadgarstki. Spojrzał mi jednocześnie w oczy. Już prawie mnie pocałował, gdy z domu wybiegła Amy.
- Ronie! Jedźcie już, my się wszystkim zajmiemy.

Po tych słowach wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Po pewnym czasie zorientowałam się, że wcale nie jedziemy do szkoły tylko do domu Jusa.
- Justin, co jest?
- Nic? - odpowiedział pytaniem. To znaczy, że mam o nic nie pytać. - Zaczekaj - powiedział parkując pod domem i wysiadając z auta.
- Okej.

Siedziałam sama tak z 10 minut. Zaczęłam się niecierpliwić, bo mogliśmy się spóźnić na lekcje. Justina wciąż nie było, więc postanowiłam po niego pójść, ale gdy tylko wyszłam z samochodu, chłopak pojawił się w drzwiach domu.
- Miałaś zaczekać - zawołał, idąc w moją stronę.
Wsiadłam do samochodu zrezygnowana. Zauważyłam jak pokręcił głową. Na ramieniu siedziała mu małpka, trochę jaśniejsza od tej którą dostaliśmy od nauczyciela.
- Chyba nie sądzisz, że pan Jones da się nabrać na to? - spytałam jak tylko otworzył drzwi od strony kierowcy.
- Nie wiem, ale warto spróbować - uśmiechnął się zawadiacko i po chwili zapomniałam za co się na niego gniewałam. - Molly przywitaj się - małpka wskoczyła mi na ramię i przyłożyła swój pyszczek do mojego policzka.
- Hahaha, słodka jest.
- Wiedziałem, że ją polubisz.
- Chwila i ja mam nie być zazdrosna?
- Oj proszę...
- Nie ma tak dobrze.
- Ronie?
- Tak?
- Skończ.
- Chyba śnisz.

Wykłócaliśmy się o to przez całą drogę do szkoły, wciąż jednak bałam się reakcji nauczyciela od biologii na widok innej małpy. Pod szkołą natomiast zastał nas dość spory tłumek uczniów. Wydawało mi się, że będzie już po dzwonku, a tu okazało się, że przyjechaliśmy z 15 minutowym wyprzedzeniem.
- Jak myślisz? Co oni się tak gapią? - spytałam Justina, gdy tylko wysiedliśmy z auta.
- Przypuszczam, że to z powodu samochodu, ale też i tego, że przyjechałaś razem ze mną - tu puścił mi oczko i złapał za rękę.
- Tak, nie jestem zbyt lubiana.
- Po prostu ci zazdroszczą.
- Tak sądzisz?
- No pewnie. Większość dziewczyn chciałaby być teraz na twoim miejscu. Żałują, że wybrałem ciebie, a nie którąś z nich.
- I dziwią się, że właśnie mnie. Tą szarą mysz, którą zostawili rodzice i oddali do adopcji.
- Nie myśl tak o tym. Jesteś wyjątkowa i wiesz to.
- Wcale nie. No chyba, że dla ciebie.
- Dla mnie zawsze będziesz wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju - po tym pocałował mnie w policzek, po moim ciele rozszedł się przyjemny dreszcz, a wszyscy stojący wokół nas zamarli w bezruchu i ciszy.
- Tak, to z mojego powodu się tak gapią.
- Są też plusy, przynajmniej nikt za nami nie idzie.
- Widzisz? Przyzwyczaili się do twojej obecności w naszej szkole - uśmiechnęłam się, a Justin zachichotał.



- Ronie? Możesz w końcu zacząć uważać? - usłyszałam głos pani Evans nad sobą.
- Tak, przepraszam - otrząsnęłam się z zamyślenia. Po chwili zdałam sobie sprawę, że już od jakiegoś czasu Justin próbował sprowadzić mnie na ziemię.
- Nie wiem, co się z tobą ostatnio dzieje. Chyba będę musiała was przesadzić.
- Nie, to nie będzie konieczne, jestem pewien, że Ronie będzie już uważać - chłopak starał się mnie obronić. - Prawda, Ronie?
- Tak, obiecuję - uśmiechnęłam się tępo do nauczycielki i znów popadłam w zamyślenie. Tym razem jednak starałam się pamiętać o robieniu notatek i słuchaniu nauczycielki.

oczami Justina

Podczas lekcji trygonometrii, Ronie zachowywała się naprawdę dziwnie. Niby uważała, ale wciąż jej myśli uciekały gdzieś poza temat nadany przez nauczycielkę. Starała się jednak wyglądać na zainteresowaną lekcją. Miałem złe przeczucia. Już od początku dnia wydawała się czymś zmartwiona i tu nie chodziło o zniknięcie małpy, czułem to. Podczas lunchu czekałem na dziewczynę przy stoliku z pełną tacą jedzenia, ale ona się nie pojawiła. Było tylko jedno miejsce do którego mogła się udać.

- Ronie? Dlaczego nie przyszłaś na stołówkę?
- Justin? Ja-a ... chciałam posiedzieć chwilę sama. Mam ostatnio mętlik w głowie.
- Powiedz co się dzieje.
- Chodzi o moich rodziców - przyjrzałem jej się, miała opuchnięte oczy, musiała płakać.
- Ale jak to?
Wyciągnęła rękę w moim kierunku, podając tym samym jakąś karteczkę.
- To od Holly. Ona zna moich rodziców. Wie, gdzie teraz mogą być.

Nie odezwałem się. Usiadłem tylko koło niej pod wielkim dębem, pozwalając jej wtulić się we mnie. Znów zaczęła płakać. Starałem się ją pocieszyć. Głaskałem ją czule po włosach i plecach, ale płacz nie ustawał. Cierpiała bardziej niż kiedykolwiek.
- Choć odwiozę cię do domu.
- A co z lekcjami? Z biologią?
- Będziemy mieć dobre usprawiedliwienie, dlaczego nie przynieśliśmy małpy. Źle się poczułaś, odwiozłem cię i jednocześnie zostawiłem małpę u ciebie.
Pokiwała głową, na zgodę.

Wyprowadziłem ją pod rękę z naszej kryjówki i poprowadziłem do auta. Molly spała smacznie na tylnym siedzeniu. Nie miałem serca zabierać jej do środka. Ronie nie odzywała się przez całą drogę do domu. Zacząłem się martwić o nią. Wyglądała jak nie ona.

Zatrzymałem się pod jej domem. Bez słowa odpięła pas i już chciała wysiąść, gdy powiedziała:
- Ehmm, dzięki. Zadzwonię jak poczuję się lepiej.
- Jeśli chcesz to mogę z tobą zostać.
- Nie, wiesz. Mam kilka spraw do przemyślenia i wolę pobyć trochę...
- Sama, rozumiem - trochę mnie to zabolało, ale wiedziałem, że w końcu jej przejdzie.
Musiała odpocząć od natłoku wrażeń z dzisiejszego dnia. Nachyliła się w moją stronę i delikatnie pocałowała w policzek, po czym wysiadła i poszła do domu. Ja natomiast ruszyłem w kierunku swojego. Nie miałem ochoty siedzieć w szkole jeszcze trzech lekcji bez Ronie u boku.
Tagi:
23.06.2013 o godz. 19:22
Hejka, przepraszam za opóźnienia, mam nadzieję (jak zawsze), że się nie gniewacie xD [muzyka do rozdziału]
__________________________________________________________________________________________

"Where is the monkey"


poniedziałek rano
oczami Justina


Obudził mnie dzwonek telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz, była 7:00. Przypomniałem sobie, że jest poniedziałek i muszę iść do szkoły. Zebrałem się i ubrałem. Nuciłem sobie pod nosem piosenkę "Hej Girl", myśląc przy tym o Roni. Musiałem się dla niej wystroić. Pod koniec wyglądałem tak. Mam nadzieję, że jej się spodoba. Wychodząc z domu wziąłem tylko jabłko, komórkę i plecak.

Dzień zapowiadał się całkiem pogodnie. Na niebie nie było ani jednej chmurki, do tego było ciepło. Widać, że zbliża się już lato. Po chwili zauważyłem Roni, szła od drugiej strony w kierunku głównego wejścia. Szybko postanowiłem do niej podejść i się przywitać.
- Witam panią - powiedziałem cmokając ją w policzek.
- O hej Jus, jak tam minęła niedziela?
- A dobrze dobrze, ale wiesz co?
- Co?
- Tęskniłem za tobą.
- Och, słodki jesteś, ja też tęskniłam. Przydałbyś mi się w nocy. Spać nie mogłam.
- To trzeba było zadzwonić.
- Nie chciałam cię budzić. Właśnie, masz rozprawkę z angielskiego? Kurde, ja pisałam dziś rano, bo zapomniałam. Heh, głupi był temat.
- Nom zrobiłem, wczoraj, w myślach, co ja gadam nie mam. Chyba mnie nie opieprzy, jak myślisz?
- Oj Justin, weź ty się w końcu do nauki.
- I to mówi dziewczyna, która odrabia zadania na ostatnią chwilę.
- Ej, zawsze lepiej na ostatnią niż wcale - już się nie odezwałem tylko splotłem nasze palce i pociągnąłem Roni do środka.

Czułem jak wszyscy się na nas gapią. Żadna dziewczyna do mnie ni podeszła, ale widziałem, że są zazdrosne. Tak samo kilku kolesi, którzy upominali swoje dziewczyny, by tak się na nas nie gapiły. Ogólnie czułem się świetnie. Byłem, jednym słowem, szczęśliwy.

Gdy doszliśmy do klasy, Roni na chwilę stanęła.
- Sorki, muszę jeszcze wyciągnąć książki z szafki.
- Z szafki?
- Co ty myślisz, że noszę je ze sobą? Eh, zaraz wracam - powiedziała puszczając moją dłoń i odeszła kilka kroków, by potem stanąć przed swoją szafką. Wyjęła z niej książkę do biologii. Następnie podeszła do mnie i razem weszliśmy do klasy.

Nauczyciel był już w środku, a lekcja się nawet jeszcze nie zaczęła. Wszyscy uczniowie kłębili się wokół niego. Skinąłem głową w ich stronę, gdy Roni spojrzała na mnie pytająco.

Po chwili dołączyliśmy do reszty.
Pan Jones omawiał nasze przyszłe zadanie domowe ... No świetnie, tylko tego brakowało, jeszcze jakieś zadanie domowe, wystarczy, że nie zrobiłem tego na angielski, a teraz jeszcze biologia. Tak czy inaczej to zadanie mieliśmy zrobić w parach. Kazał nam się samemu podobierać. Jak myślicie, kogo wybrałem? Cóż do mnie podchodziły różne dziewczyny, ale zauważyłem, że i tak na nic nie liczą. Wiedziały, że będę w parze z Roni. To ona właściwie odpędziła resztę.

No więc tak, wszyscy mieliśmy już swoje pary (na 30 osób w klasie było 15 par) i o dziwo każdy dostał swoje zadanie domowe. A mianowicie jakiegoś zwierzaka, którym miał się opiekować przez tydzień. No znaczy każda para dostała, czyli było 15 zwierzaków. Eh, zwierzaki były przeróżne, a mi i Roni trafiła się akurat małpka, która od razu przestała mnie lubić. Po skończonych lekcjach, wraz z moją partnerką z zadania musiałem ustalić, u kogo najpierw ma mieszkać małpka. Jak myślicie, u kogo?
- Justin, ale co ci to przeszkadza, że będziesz pierwszy?
- To, że ona mnie nie lubi.
- Ymmm Justin, ale to on.
- Co? Przecież to małpa.
- No tak, ale chodzi o płeć, to chłopak.
- Pewnie dlatego mnie nie lubi, woli mieszkać z dziewczyną - rozmyślałem na głos, a po chwili zwróciłem się do małpy. - Słuchaj mnie uważnie, jesli nie chcesz mieć we mnie wroga, to trzymaj te swoje łapy z daleka od niej - wyglądało jakby małpa mnie rozumiała, bo od razu zaczęła się śmiać ze mnie i wskoczyła na ramię Roni. Nie powiem co robiła z łapami ... Może to dziwne, ale byłem zazdrosny o małpę.
- Widzisz, dlatego powinien być u ciebie.
- Dla mnie to i tak małpa ... - odpowiedziałem lekko poirytowanym głosem.
- Zgoda, jak ci tak zależy, to mogę wziąć go do siebie, ale w środę ty go bierzesz.
- Nie, wezmę go pierwszy. Nie mogę patrzeć jak cię obmacuje.
- Czy ty jesteś zazdrosny?
- Niee.
- Justin?
- Nie! Nie jestem.
- Hmmm, w takim razie nie obrazisz się za to? - mówiąc to cmoknęła małpę w czubek głowy, za to ten małpiszon zaczął się szczerzyć, a nawet się ze mnie naśmiewał. To było upokarzające. Czułem jak wszyscy się gapią, a ja robię się coraz bardziej czerwony. - No weź Justin, to tylko małpa.

Miałem jej odpowiedzieć, że właśnie o to chodzi, że to tylko małpa, ale za bardzo się zdenerwowałem. Postanowiłem wszystko przemilczeć. Poszedłem więc do domu, nawet się z nią nie żegnając. Czułem jak odprowadza mnie wzrokiem. Wiedziałem, że jest jej przykro i muszę to jakoś naprawić, ale nie wiedziałem jak.

oczami Roni

To prawda, Justin mnie zranił, ale sama jestem sobie winna, Podpuściłam go, a teraz sama muszę zająć się tą małpą. W zeszłym półroczu mieliśmy to samo zadanie, tylko że wtedy dostałam szczura, którego teraz ma Vanessa i jej chłopak Marcus. Van jest nawet fajna, na początku trochę ze sobą gadałyśmy, ale odkąd spotyka się z Marcusem zaczęła mnie unikać, bo boi się o swoją reputację. Nie winię jej za to, po prostu boi się spaść poniżej mojego poziomu ... czyli -1. Ale w każdym bądź razie, jest jedyną normalną dziewczyną w klasie. Choć jest jedna rzecz, której chyba nikt nie trawi. Jest wielką fanką Taylor Swift i cały czas nuci jej piosenki. Nawet ubiera się tak jak ona. To wkurzające. Dobra, ale odchodzę od tematu. Muszę sama sobie poradzić z małpą, tylko kompletnie nie wiem jak.

Po 10 minutach doszłam do domu. Miałam okropne wyrzuty sumienia. Powinnam biec za Justinem, żeby go przeprosić, ale nie zrobiłam tego. Cóż mogło być gorzej, a właściwie nie mogło. W domu zaraz dostałam ciepły obiad mogłam posiedzieć przed telewizorem z Colinem i było, cóż - dość dobrze. Poza tym małpa nie sprawiała problemów, choć postanowiłam, że muszę jakoś go nazwać, bo nie będę wołać na niego "ej małpo, choć tu". Cóż dobre imię dla małpy ... muszę popracować nad tym. Poniedziałek zakończył się tym, że zasnęłam na kanapie, z głową na kolanach Colina. Amy powiedziała, że potem zaniósł mnie do pokoju, a ona przebrała mnie w piżamę (spokojnie, zostawiła bieliznę xD). W każdym bądź razie, jak tylko wstałam poszłam się wykąpać i ubrać.

Z domu wyszłam zaraz po zjedzeniu śniadania. Pan Jones prosił, abyśmy przynosili zwierzaki ze sobą codziennie do szkoły. Co więc miałam zrobić z małpą? Wzięłam ją ze sobą. Przed klasą wpadłam na Justina. Powtórka z naszego poznania, czy co? Zdawał się być jakiś taki nieobecny, nawet mnie nie zauważył, poczuł dopiero wtedy gdy potknął się o mnie jak już leżałam na podłodze. Wszyscy mieli z nasz ubaw ...
- Przepraszam, nie zauważyłem cię - powiedział, podając mi rękę, bym mogła wstać.
- Dobra nie szkodzi.
- Przechodzę jakieś poważne "deja vu".
- Ja też, choć to już się stało. Naprawdę.
- Co? Kiedy? Wpadłem na ciebie?
- No nie, wiesz? - pokręciłam głową, nie wierząc, że już zapomniał. - A w czwartek? Jak się poznaliśmy?
- Ahaaa. A no faktycznie.
- Ehhh.
- Słuchaj Roni, przepraszam cię za wczoraj, poniosło mnie. Nie chciałem, by to tak wyszło.
- Wiedziałam, że i tak przeprosisz, choć, gdyby nie to, że na mnie wpadłeś, zrobiłabym to pierwsza. Nad czym tak myślałeś?
- No nad tym jak mam cię przeprosić. Ale poszło łatwiej niż przypuszczałem.
- Kto powiedział, że ci wybaczyłam? - spróbowałam go zaszantażować, ale zauważyłam jak wokół nasz zbiera się tłumek uczniów. Odwróciłam się do nich przodem, zanim chłopak zdążył odpowiedzieć. - A wy czego tu szukacie?! Wracajcie do swoich zajęć! - najpierw ich zaskoczyłam, ale posłusznie się rozeszli.
- Wow, nie wiedziałem, że cenisz sobie aż tak prywatność - zdziwił się Justin.
- A ty nie?
- Oj ja jestem do tego przyzwyczajony. Dobra bierz książki i małpę i choć do klasy.
- A może teraz ty weźmiesz małpę, co?
- Noo doobraa - zgodził się, choć miał kwaśną minę. Małpa za to wskoczyła mu na ramię, a ja poszłam do szafki po książkę. Potem podeszłam do Justina, złapałam go za rękę i weszliśmy do klasy.

Pan Jones oczywiście był już w środku. Jak i reszta klasy. Dopiero po fakcie zauważyłam, że jak wchodziliśmy zadzwonił dzwonek. Chłopak szybko pociągnął mnie w stronę naszej ławki, przez co o mało mnie nie wywrócił, bo potykałam się o własne nogi. Nauczyciel spojrzał na nas krzywo znad notatek, ale nie odezwał się. Zaczął mówić, gdy tylko usiedliśmy na miejsce.
- Dobrze, skoro wszyscy już są, to może łaskawie się uciszycie? - pytanie zadał nauczyciel, po którym wszyscy gadający zamknęli "paszcze". - Dobrze, a więc zacznijmy lekcję ...

Po lekcjach wracałam do domu z Justinem. Postanowił mnie odprowadzić aż pod same drzwi. Zaprosiłam go do środka, ale powiedział, że nie może zostać, bo jedzie do studia nagrywać nową piosenkę. Zaproponowałam, że przez ten czas małpa będzie u mnie. No i na moje nieszczęście wszystko zaczęło się walić ... dosłownie.
- Roni?! Gdzie się szwendasz? Miałaś siedzieć w domu! - krzyknął Colin z salony, gdy tylko mnie usłyszał.
- Byłam w szkole, przecież muszę się uczyć.
- A co mnie obchodzi twoja pierdolona szkoła! Masz siedzieć w domu i koniec! - był nachlany, wszędzie walały się butelki.

Nic nie odpowiedziałam, więc wyszedł z salonu i do mnie podszedł. Złapał mnie mocno za nadgarstki jedną ręką, a drugą przyłożył mi w twarz. Momentalnie z oczu zaczęły lecieć mi łzy, a on tylko się wyszczerzył. Czułam się fatalnie. Przecież niczego nie zrobiłam. A do tego małpa zaczęła wariować i wrzeszczeć, co rozwścieczyło jeszcze bardziej Colina. Ale były też plusy. Puścił mnie, więc mogłam mu uciec. Przyszła też Amy, która odciągnęła Colina na bok żeby mnie zostawił. W tamtej chwili byłam jej wdzięczna. Zdarzało się już kilka razy, że Colin był napity i potem wyżywał się na mnie, a ona zawsze stała z boku i się przyglądała. Teraz zaryzykowała.

Gdy Colin już sobie poszedł, Amy podbiegła do mnie i mocno uściskała. Następnie zaprowadziła mnie do mojego pokoju.
- Roni, tak strasznie cię za niego przepraszam.
- Nie przepraszaj, to nie twoja wina, zresztą pierwszy raz mi pomogłaś i jestem ci wdzięczna.
- To miło z twojej strony, ale i tak było po fakcie, już cię uderzył - mówiąc to delikatnie przyłożyła dłoń do mojego, czerwonego policzka. Cały czas pulsował z bólu, ale jej dłoń była chłodna i przyniosła ulgę. Nie tylko na twarzy, ale i w sercu. Zrozumiałam jak bardzo ją kocham, od dziecka oboje się mną zajmowali i, jak widać, też mnie kochają. Każdy na swój własny sposób, ale kochają. Byli przy mnie, gdy moi biologiczni rodzice nie mogli i za to ich cenię.

Colin zasnął w salonie na fotelu. Amy tylko przykryła go kocem. Sama zajęłam się odrabianiem zadania domowego. Usiadłam w kuchni przy stoli, w razie czego, by pytać o pomoc Amy.
- Ehhh, ymmm, kurde. Nie mogli dać jeszcze trudniejszego zadania? - wymamrotałam do siebie pod nosem, jednak moja opiekunka to usłyszała.
- Aż takie ciężkie? Pokaż, może ci pomogę - no i tak zaczęłyśmy razem robić moje zadanie. Było bardzo trudne, ale razem dałyśmy sobie z nim radę.

Potem postanowiłam, że ja coś zrobię na kolację. Wybrałam naleśniki z nutellą, które bardzo uwielbia Amy. Uśmiechała się cały czas do mnie, gdy je jadłyśmy. Po zjedzeniu kolacji pozmywałam naczynia i udałam się do swojego pokoju. Ułożyłam się na łóżku, założyłam słuchawki na uszy i włączyłam moją ulubioną piosenkę.

Po jakiejś godzinie słuchania muzyki, poszłam się wykąpać. Do wanny nalałam wodę i kwiatowy płyn do kąpieli. Następnie rozebrałam się i zanurzyłam w pianie po samą szyję. Woda była troszkę za ciepła, ale po chwili i tak ostygła. Ach, odrobinę relaksy, by odpędzić nie przyjemne myśli.

Wychodząc z wanny owinęłam się w puszysty kremowy ręcznik, którym wytarłam moje ciało. Następnie zmyłam makijaż i rozczesałam włosy. W ręczniku przeszłam do swojego pokoju, a tam ubrałam piżamkę. Zajrzałam jeszcze na Facebooka i Twittera. Po czym ułożyłam się do łóżka. Niestety zaraz usłyszałam dźwięk dzwonka mojej komórki. Okazało się, że dostałam sms-a od Justina, z treścią: "Mam nadzieję, że małpa nie sprawiała problemów. Jeśli tak to powiedz temu małpiszonowi, że z chęcią się z nim rozprawię. A tak po za tym to dobranoc i kolorowych snów. Kocham i tęsknię :* Justin <3" Och, aż nie mogłam się nie uśmiechnąć. Szybko mu odpisałam, że też go kocham i tęsknię. Do tego sobie coś uświadomiłam. Gdzie podziała się małpa? Zbiegłam po schodach na dół i zauważyłam jak Amy daje małpie coś do jedzenia. Stałam tak chwilę i patrzyłam na nich, gdy nagle małpa zerwała się i w podskokach podeszła do mnie, od razu wskakując mi na ramię.
- Jakbyś mogła dzisiaj wziąć go do siebie do pokoju - poprosiła Amy, a ja tylko się uśmiechnęłam i wróciłam do siebie.

Znów wygodnie się ułożyłam, małpę posadziłam koło siebie i tak po chwili spałam.
_________________________________________________________________________________________

Tamtaratatam, a oto pierwsza część 6 rozdziału, mam zaplanowane jeszcze 2, tak więc czytajcie, komentujcie, a ja biorę się za pisanie 2 części xD
Tagi:
16.03.2013 o godz. 18:16
Już niedługo dodam rozdział, a tym czasem mam dla was zwiastun opowiadania. Zrobiłam go sama i muszę przyznać, cóż nawet wyszedł, ale opinia należy do was. Proszę nie oceniajcie zbyt krytycznie. To mój pierwszy :)
Tagi:
15.03.2013 o godz. 18:38
"Szczerość popłaca, zwłaszcza jeśli chodzi o uczucie zwanie miłością"


oczami Roni

Przed drugą byłam gotowa do wyjścia. Ubrana w to weszłam do swojego pokoju, a zastałam w nim, siedzącą na moim łóżku, Holly. Gdy mnie zauważyła, rozdziawiła usta.
- Wow! Dziewczyno, ale ty wyglądasz - zaczęła mi prawić komplementy.
- To wszystko dzięki tobie, sama bym tego nie połączyła.
- E tam, drobiazg. Mam całkiem niezły talent, jeżeli chodzi o modę. W przyszłości chciałabym zostać projektantką, ale na razie zbieram na studia - pokiwałam głową, a wtedy Holly wstała i sięgnęła do mojej szkatułki na biżuterię. Wyciągnęła stamtąd naszyjnik z niebieską sową [jest w zestawie]. Po chwili stała koło mnie i zapinała mi łańcuszek na szyi.
- Dziękuję.
- Nie ma za co ... Wiesz na sowa świetnie opasuje do zestawu - stanęłam przed lustrem w korytarzu i uważnie się obejrzałam.
- Myślisz, że mu się spodobam? - spytałam, na co dziewczyna zachichotała.
- Jestem tego pewna. No idź już.
Pożegnałam się i wyszłam z domu. Po jakiś dziesięciu minutach dotarłam do domu Justina. Z początku nie wiedziałam co zrobić. Stałam przed drzwiami i bałam się zapukać. Zaczęła zżerać mnie trema. Zastanowiłam się jak Justin zareaguje na mój wygląd i co powie, gdy już mu się przyznam, że go kocham. Przecież z tym pocałunkiem nam nie wyszło, a jednak się w nim zakochałam. To przez ten zryty sen. Boję się go stracić, Justina, gdy teraz jesteśmy tak blisko siebie.

Zapukałam delikatnie, a po chwili drzwi się otworzyły. Stała w nich kobieta, mniej więcej tego samego wzrostu co ja [Roni jeszcze nie pamięta Pattie].
- Tak? - spytała kobieta, a ja ledwo wydusiłam z siebie jakiekolwiek słowo.
- Jaaa przysz.. przyszłam do Justina - wyszeptałam, czułam się niezręcznie, ale kobieta widocznie uznała, że nie jestem jakąś tam fanką chłopaka i wpuściła mnie do środka.

oczami Justina

Dochodziłem powoli do siebie po narkotyku. Mama już dawno wyszła z mojego pokoju, bym mógł posiedzieć trochę sam. Zszedłem z łóżka i usadowiłem się na podłodze, bo siedząc na łóżku było mi o wiele za gorąco i robiło mi się niedobrze. Potrzebowałem trochę chłodu, a podłoga była na tyle chłodna, że mdłości znikły.

Jednak relaksik nie trwał długo.
- Justin! - zawołała moja mama. - Jakaś dziewczyna do ciebie - nagle przypomniało mi się, że Roni chce ze mną porozmawiać. - Juuustin! - mama znów krzyknęła, wyraźnie podirytowana tym, że jeszcze nie poszedłem do nich.
- Idę - powiedziałem to bardziej do siebie, bo z tj odległości żadna by mnie nie usłyszała.
Założyłem bluzę z kapturem i buty, a po chwili, nadal się chwiejąc, zszedłem do kobiet siedzących w kuchni.
- O Boże, Justin! Co ci cie stało? - spytała Roni i natychmiast do mnie podbiegła.
Dziewczyna poprowadziła mnie do stoły i pomogła usiąść na krześle. Jestem pewien, że sam bym się już dawno wyjebał.
- Justin? Trzymasz się jakoś? - dopytywała się moja wybawicielka.
- Yhm tak, wszystko dobrze. O czym chciałaś porozmawiać? - gdy tylko o to spytałem, zaczęła się jakoś tak długo zastanawiać. Jakby nie wiedziała co powiedzieć, albo jakby wstydziła się mówić cokolwiek przy mojej mamie.
- Mamo?
- Jasne już idę. Tylko nie rozrabiajcie - spiorunowałem spojrzeniem moją rodzicielkę, a ta lekko się uśmiechnęła i poszła do salonu.
- To twoja mama? - nie mogłem uwierzyć, że Roni jej nie poznała, ale potem przypomniał mi się co dziewczyna przeżyła i odpędziłem od siebie tę myśl. Pokiwałem za to lekko głową, tak by znów mnie nie mdliło. - Aha - odpowiedziała Roni i na chwile zniknęła mi z oczy. Wróciła ze szklanką pełną wody i jakaś miską. Chciałem po co jej ona, ale sobie odpuściłem.

Wypiłem szybko całą zawartość szklanki. A potem Roni zrobiła mi zimny okład na czole. W misce też była woda oraz ściereczka, którą dziewczyna moczyła mi czoło. Kurde, czemu wszystkie, ważne dla mnie, dziewczyny, muszą tak się o mnie troszczyć. Przecież jestem świnią. Ale to miło z ich strony, tak samo mamy jak i Roni.

I właśnie wtedy zauważyłem jak ta druga pięknie wygląda. Była naprawdę ślicznie ubrana, a do tego miała taki smakowity błyszczyk na ustach. Justin opanuj się! Przecież ona cie nie chce. Chyba zacząłem dochodzić do siebie.

- I jak? Lepiej?
- Tak znacznie. Dziękuję - powiedziałem słodko, a ona się lekko zarumieniła. ?! xD Nie no nie wierzę, zarumieniła się.
- Justin nie gap się tak. Patrzysz na mnie jakbym nic na sobie nie miała - ze spóźnioną reakcją zdałem sobie sprawę, że gapiłem się na nią cały czas wywieszając język. Co za żenada, robię tylko z siebie błazna.
- Yyyy, przepraszam, zamyśliłem się i tak jakoś wyszło.
- A to nie szkodzi, ja mam tak czasami na lekcjach - a mówiąc czasami miała pewnie na myśli często.
- Hahaha, tak widziałem, raz na biologii robiłaś dziobek jak rybka - zademonstrowałem jej, na co ona strzeliła udawanego focha.
- Wcale, że tak nie robiłam.
- Jak to nie? Robiłaś.
- Nie to było raczej jakoś tak.
- Wcale, że nie bardziej rozszerzałaś usta i, i wystawiałaś trochę język.
- Serio? O wiem, to było tak - zrobiła identyczną minę, taką, o którą mi chodziło. No i nie wytrzymałem. Pochyliłem się nad nią i już chciałem ją pocałować, ale wiedziałem co było poprzednio. Odsunąłem się, ale zaraz tego pożałowałem, ponieważ zauważyłem łzy spływające po policzkach Roni.
- Przepraszam, tak mi przykro, ja nie chciałem naprawdę - gadałem tak przez chwilę, a on tak po prostu się we mnie wtuliła.
- Nie szkodzi - wyszeptała i cmoknęła mnie w szyję. Było to nawet przyjemne, tylko szkoda, że takie krótkie. Ten buziak nie przypominał żadnego z tych którymi obdarowała mnie poprzedniego dnia u siebie w domu. Był o wiele słodszy i delikatniejszy. i wydaje mi się, że dotknęła mnie też językiem.

Przez chwilę miałem zamiar powiedzieć jej jak bardzo ją kocham, ale wolałem z tym jeszcze trochę poczekać.
- Oj, yhym zapomniałam, że malowałam usta błyszczykiem. Poczekaj zmyje ci to.
- Nie zostaw, na pamiątkę. Zmyje go wieczorem pod prysznicem - i znowu się zarumieniła. Czyżby wyobrażenia związane z Jerrym? xD
- Aham no dobra, heh, hmmm, ymm, ehhh, toom com? - chyba zgadłem.
- Jerry! - wydarłem się na cały głos.
- Gdzie?! - odkrzyknęła Roni, a ja zacząłem się śmiać.
- Hahahaha.
- Justin, mówiłam ci, nie rób sobie żartów z dziewczyn - upomniała mnie mama z przedpokoju.
- Oj to był ostatni raz. Wychodzisz gdzieś?
- Tak idę do sklepu. Chcecie coś?
- A owszem, extra dużą paczkę żelków poproszę - złożyłem zamówienie, a następnie skierowałem się z pytaniem do Roni. - A co dla pani?
- Haha, przepraszam jeszcze nie ochłonęłam - [http://25.media.tumblr.com/e23dedf1d95ce60d697b3f77a2c5cefb/tumblr_mf8khjQ8Nz1rehcdoo1_250.gif] - no weź przestań!
- Justin, nie męcz jej już.
- Okej.
- To ja dziękuję, ymm nic mi nie trzeba.
- Jesteś pewna?
- Tak, na prawdę, dziękuję.
- No więc dobrze. Roni, ty dowodzisz jakby co, Justin miewa durne pomysły.
- EJJJ!!! - wydarłem się, a one obie zaczęły się śmiać. Widać, że się lubią, a przynajmniej lubią się śmiać ze mnie.

chwilę po wyjściu Pattie
w pokoju Justina


- Hmmm, wtedy co powiedziałem o prysznicu, to o czym pomyślałaś, że się zarumieniłaś?
- Serio nie wiesz? Jeszcze sam to powiedziałeś.
- Ty zboczuszku oj nie ładnie to tak.
- Ja zboczuszek?! A kto tu gada ciągle o swoim ... ymym, żeby dziewczyny zawstydzić, co?
- Oj tam - "to co innego", pomyślałem, ale zdałem sobie sprawę, że to praktycznie to samo.
- No oj tam.

Taka sobie krótka wymiana zdań. A tak właściwie to leżeliśmy sobie wygodnie na moim wyrku, wtuleni cały czas w siebie. Roni się nie odzywała, to był chyba jedyny moment. Czułem, że coś przede mną ukrywa, ale nie wiedziałem co. Kilka razy ją pytałem co się dzieje, ale zawsze odpowiadała mi, jak nie głośnym westchnieniem to głuchą ciszą. Zacząłem się martwić.

- Skoro nie chcesz gadać, to mam lepszy pomysł by wszystko z ciebie wyciągnąć - zacząłem, siadając za biurkiem i zapalając stojącą na nim lampkę.
Gadałem trochę jak policjant, albo raczej jak jakiś detektyw. Roni z początku trochę się przestraszyła, potem nie wiedziała o co chodzi, a na koniec wybuchnęła nie pohamowanym śmiechem. Tak się dowiedziałem dlaczego milczała.

oczami Roni

- Czyli to prawda? Ale jak to? Od kiedy? - Justin zadawał mi naprawdę głupie pytania, nawet nie zdążyłam mu wszystkiego wyjaśnić.
- Cóż ... Wczoraj miałam dziwny sen. Krzyczałeś na mnie, że bardzo mnie kochasz, a ja odpowiedziałam ci, że ja ciebie też, ale z tego nic nie będzie. Wcześniej poprosiłeś mnie o chodzenie i się wystraszyłam.
- Czyli chcesz powiedzieć, że to przez jakiś sen?
- W gruncie rzeczy ... tak. Tak właśnie myślę. Wiesz, jeśli ty jednak nic do mnie nie czujesz to spoko, zrozumiem, jestem tylko fanką.
- Nie, nie jesteś tylko fanką. Po tym co widziałem w tym twoim wielkim pudle wnioskuję, że jesteś w 100% BELIEBER!!! - ostatnie słowo wykrzyczał na całe gardło i zaczął się głupkowato szczerzyć do mnie.
- Serio tak myślisz? - przytaknął. - A więc ... co ty sądzisz o mnie? podobam ci się?
- Tak [http://25.media.tumblr.com/afbe3d1af885c51ca1248e345461d072/tumblr_mihalcbbOK1s63s0uo1_500.gif] - aż mi dech zaparło, zrobił naprawdę słodką minkę.
- Justin ćpałeś coś dzisiaj? - spytałam, a on nagle stracił humor i stał przez chwilę jak posąg, albo nie, jak dziecko które się przyłapuje, kiedy zrobi coś złego. - Justin?
- Nie no coś ty ... Ja? Nie ja nie ćpam. chyba żartujesz.
- No tak to taki żart, tak się mówi gdy komuś odbija. Słyszałeś o tym?
- Ach no tak, racja. Odbija mi. [http://25.media.tumblr.com/d112bd92a7edc5a5a74b543fa0c21a68/tumblr_migw18PEWe1rgszxco1_500.gif] - i znów ten powalający uśmiech. Aż oblizałam wargi patrząc na niego.

Po chwili coś zaszumiało i nagle zrobiło się bardzo gorąco. Oboje zaczęliśmy się pocić. Najpierw ja zdjęłam z siebie sweterek, a chłopak o mało się nie rozpuścił do końca. Jeszcze przy nim nie eksponowałam tak swoich atutów, a teraz miał okazją trochę popatrzeć. Następnie on zdjął swoją koszulkę i stanął przede mną w samych spodenkach. Ach ta jego klata ...
- Pójdę sprawdzić co się stało, pewnie ogrzewanie nawala - powiedział chłopak i wyszedł z pokoju zostawiając mnie samą.

oczami Justina

Było bardzo gorąco i tu nie chodzi mi wyłącznie o ogrzewanie, ale też o Roni. Ach jak ja bym tak chciał ją wycałować teraz całą. Wyglądała tak sexownie ... lekko potargane włosy i te jej bajecznie czerwone usta, no i te piersi !!! Nie no najpiękniejsza dziewczyna na świecie.

Zszedłem do piwnicy, by sprawdzić czy czasem coś nie stało się z ogrzewaniem. Nie żeby mi ta temperatura nie przeszkadzała, ale cóż równie dobrze sami możemy się ogrzać co nie? Kurde, ona myślała o Jerrym a ja zaczynam myśleć, no sami wiecie o czym. Ach ... ale w sumie to fajnie by było zobaczyć ją nago ...

Ale odchodzę od tematu. Przepraszam was, tak jakoś się rozmarzyłem. no ale dobra. Więc tak zszedłem do piwnicy, a tam moja mama. To był szok. Grzebała coś przy ogrzewaniu. Sprawdziłem co robi i okazało się, że przykręciła trochę temperaturę.
- Aha! - krzyknąłem gdy już się odwróciła w moją stronę. - Ładnie to tak bawić się ogrzewaniem?
- Justin, musiałam wam jakoś pomóc.
- Taaa? No dobra, ale nie musiałaś akurat podkręcać temperatury. Wiesz jak się podnieciłem, gdy ściągnęła sweter? - zaskoczyło mnie to, że zwierzyłem się z tego własnej matce. Dziwnie to zabrzmiało i nie zdziwiłbym się gdyby i ona dziwnie się poczuła, wiedząc coś takiego. Co ona sobie teraz o mnie pomyśli ... - Znaczy no wiesz ... bo się spociła i w ogóle, no i ja też. Heh, to może ja już pójdę.
- Daj spokój, Justin. Nie przejmuj się. Fakt, obyło by się bez tego szczegółu, ale to nie znaczy, że nie mogłeś mi wszystkiego powiedzieć. jestem twoją matką, ale też jak każda matka popełniam błędy. Nie ty jeden.
- Taaa, no właśnie. To ja i tak już pójdę. Nie chcę popełniać następnego - mama pokiwała głową, a następnie oboje poszliśmy na górę.

oczami Roni

Niby Justin zostawił mnie tylko na chwilę samą, ale poczułam się niezręcznie, gdy temperatura znów się obniżyła. Zrobiło mi się trochę chłodno. Siedziałam taka spocona. Uch, ciekawe co chłopak o mnie pomyśli, pewnie, że jestem jakąś wariatką czy coś w tym stylu. Tylko, że on też się spocił. Chwila, wyglądał trochę na podnieconego i pewnie gdyby nie ta podejrzana temperatura to teraz byśmy się namiętnie całowali. Cóż, warto pomarzyć.

Długo nie musiałam czekać, bo Jus wrócił po kilku minutach. Wyglądał okropnie. Znaczy okropnie fajnie, znaczy ... kurde nie mogę się wysłowić. Nadal nie miał na sobie koszulki, a do tego miał potargane włosy. Tak jakby dzisiaj wcale ich nie układał. Podszedł do mnie, łapiąc jednocześnie za dłonie bum wstała. Potem delikatnie objął mnie w pasie i wyszeptał do ucha.
- Kocie dlaczego musisz tak kusić? Dlaczego?
A potem pocałował mnie w szyję. Powoli schodził coraz niżej, ale mu przerwałam. Widziałam podniecenie w jego oczach, ale też i złość. Przerwałam mu tylko po to by móc go pocałować w usta, a nie. jeszcze nie jestem gotowa by iść z nim do łóżka. To by było głupie. Ile my się znamy? Zaledwie trzy dni. No ja go dłużej, ale on mnie trzy. To i tak dziwne. No ale dobra. Znów zrobiło mi się gorąco, ale to dlatego, że ciepło biło od chłopaka. Nie mogłam długo patrzeć mu w oczy więc zaczęłam go całować. Zaskoczyłam go, najpierw nie wiedział co robić, ale zaraz odwzajemnił pocałunek. Z początku był delikatny, muskał łagodnie moje wargi, potem zrobił się bardziej agresywny. Złapał mnie za tyłek jedną ręką i ścisną go tak mocno, że aż syknęłam z bólu. Mimo wszystko podobało mi się i nie byłam mu dłużna. Swoje ręce założyłam mu na ramiona. Prawą ręką przytrzymywałam go za szyję, a lewą czochrałam po włosach. Nagle obrócił mnie i przyparł plecami do drzwi. usłyszałam tylko zgrzyt klucza w zamku. Po chwili leżeliśmy na łóżku. Moje dłonie wylądowały na jego torsie. A on zaczął podwijać mi spódnice. W końcu znalazł to czego szukał. Złapał mnie znowu za tyłek, a potem obie moje nogi położył sobie na biodrach. Wiedziałam, że zaraz do tego dojdzie. tylko nie spodziewałam się, że on skończy wszystko szybciej niż kiedy zaczynaliśmy. Nagle zerwał się na równe nogi. Do niczego nie doszło. Byłam tak podekscytowana, tak podniecona, że mogłabym zrobić wszystko. A on tak po prostu skończył. Nawet się mnie nie rozebrał. trzymał odpowiedni dystans.
- Przepraszam, zrobiłam coś nie tak? - słowa same wypłynęły mi z ust.
- Nie, tylko nie chcę ego robić dzisiaj. Znaczy chciałbym, ale co to za życie bez marzeń? - powiedział i uśmiechnął się do mnie, siadając obok na łóżku.
- Z ust mi to wyjąłeś. Ej, zawsze można znaleźć inne marzenie. Skończmy to, prooooszę !!!
- Roni? Ćpałaś coś dzisiaj?
- Ha ha ha bardzo śmieszne. Sama pytałam o to ciebie.
- Wiem, ale zachowujesz się tak samo jak ja.
- Ta jasne, no weź tylko ten jeden raz. Albo chociaż pokarz Jerrego.
- Roni?!
- Sorki, następnym razem będziesz pamiętał żeby wszystko kończyć.
- Skończyłem, ale cię nie poznaję. Przecież ty nie wydajesz się być taka zboczona. To ja tu jestem zboczony.
- Ludzie z miłości są zdolni do wszystkiego.
- Z miłości? Czyli uważasz, że ja nie mógłbym niczego zrobić?
- Nie przyznałeś się jeszcze do tego, że mnie kochasz.
- A ty kochasz mnie? - no właśnie, wcześniej powiedziałam mu, że chyba coś do niego czuję, ale nie powiedziałam, że go kocham.
- Hmm, czy ja wiem. Taka odpowiedź wystarczy? - pochyliłam się i pocałowałam go prosto w usta, teraz był przygotowani i od razu zaczęliśmy się całować.
Turlaliśmy się po całym łóżku, aż w końcu spadliśmy na podłogę głośno się śmiejąc. Ach, mój kochany Jus.
- Hahaha, rozumiem, że tak - oświadczył chłopak, gdy znów siedzieliśmy na łóżku.
- Nie wiesz, udawałam. Wcale mi się nie podobało, po prostu tak samo jakoś wyszło, że się podnieciłam widząc tylko twoją głupią minę - mówiłam to takim tonem, że zaraz znów się śmialiśmy. Nie potrafię mu nawet poważnie powiedzieć, że go kocham. A no właśnie on też mi jeszcze tego nie powiedział. - Ej, ty też nie powiedziałeś ... - Nie zdążyłam dokończyć bo teraz on mnie pocałował. heh, naśladuje mnie małpiszon jeden. Hmmm tylko jego pocałunek był łagodniejszy i dłuższy, do tego z języczkiem. No i już się tak nie turlaliśmy. Całowaliśmy się normalnie na siedząco.

I nastała chwila ciszy. Wydawało mi się, że tym pocałunkiem równie dobrze mógł mi się oświadczyć. Justin na koniec przytulił mnie do siebie i siedzieliśmy tak przez dobrych kilka sekund. Potem wziął mnie na kolana i dalej przytulał. Na końcu odsunął się trochę, spojrzał mi głęboko w oczy, miałam wręcz wrażenie, że się w nich topi, ale mrugnęłam i wrócił na ziemię. I w końcu usłyszałam co do mnie czuje.
- Tak kocham cię. Może to dziwne bo znamy się dopiero od niedawna, ale mam wrażenie, jakbyśmy już kiedyś byli razem, w drugim życiu, po tamtej stronie. Jakbyś zawsze była przy mnie. Kocham cię najbardziej na świcie, bardziej niż cokolwiek innego, bardziej niż wszystkie fanki razem wzięte. No oprócz jednej - spojrzał na mnie tak nieśmiało, że zdałam sobie sprawę z tego, że chodzi o mnie, oprócz jednej fanki, czyli mnie.
- Och też cię bardzo kocham. Tylko przepraszam, że ja ci nie wygłoszę podobnej gadki. Ty tu jesteś od gadania. Ja się bardziej spisuję w roli słuchacza. Ale to nie znaczy, że nie kocham cię słabiej niż ty mnie. Muszę przyznać, że równie mocno - wyszczerzył się słodziutko na te słowa.

To prawda, lepiej się spisuje jako słuchać, często się jąkam i rzadko kto mnie słucha. Do tego miewam nudne tematy. Nie mam koleżanek też z tego powodu. Wszyscy uważają, że rodzice mnie nie chcieli bo byłam zbyt nudna. Przyzwyczaiłam się, ale jestem ciekawa jak wszyscy zareagują, gdy zobaczą mnie w poniedziałek z Justinem. Może nie będziemy jeszcze parą, ale mam przeczucie, że cały czas będziemy się do siebie szczerzyć i głupio chichrać.

____________________________________________________________________________________________

O masakra, kolejny długi rozdział. Pisałam go z taką weną, zwłaszcza moment po podwyższeniu się temperatury. Nie po powrocie Justina do pokoju xD Mam nadzieję, że się podoba, i że skomentujecie te moje wyPOCINY xD kumacie? POT xD Ale ze mnie świnia, do następnej notki :* Kocham was <3 Tak samo jak Jus Roni xD
Tagi:
23.02.2013 o godz. 19:48

xD

Jutro poniedziałek xD ! Cieszycie się z powrotu do szkoły? Bo ja nie ... z chęcią posiedziałabym sobie w domu jeszcze z tak parę ... lat, a wy ? Nie lubię szkoły ... do tego mam zaległości, bo nie byłam w niej przez cały tydzień przed feriami i nie miałam od kogo wziąć zeszytów. Ach przeklęta nauka. A co tam u was? Ferie miło spędzone? A może dopiero wam się zaczynają? Chyba, że jeszcze trwają ... Mimo wszystko opiszcie w komentarzach co robiliście ciekawego, lub co macie zaplanowane xD
Tagi:
10.02.2013 o godz. 16:46
"Nie każdy jest idealny, a już na pewno nie ja!"


sen Roni

- Justin to nie ma sensu! Jestem tylko twoją pierdoloną, zjebaną fanką. I tak by nam nie wyszło.
- Nie możesz mi tego zrobić! Nie rozumiesz?! KOCHAM CIĘ! I zawsze będę ...
- Przestań, nie było nam pisane. To koniec. Odejdź i nigdy nie wracaj. Chcę zapomnieć o wszystkim, o tym co razem przeżyliśmy.
- A przyjaźń? Chyba na to mogę liczyć?
- Przykro mi ...
Po krótkiej rozmowie z Justinem, weszłam do domu trzaskając drzwiami. Poprosił mnie o chodzenie przed moim domem! Po pocałunku zdałam sobie sprawę, że go kocham, bardzo, a nawet jeszcze bardziej, ale nie mogę pozwolić sobie na powrót do przeszłości ... przeszłości ... szłości ... ści ...

Zerwałam się z łóżka z krzykiem. Zauważyłam na moich kolanach książkę od historii. Nagle przypomniałam sobie, że uczyłam się na sprawdzian. Tylko zamiast się uczyć ... po prostu zasnęłam. Nie dochodziła jeszcze 20. Pomyślałam, że może zdążę na kolację.

Po 10 minutach otrząsania się ze snu, zeszłam do kuchni. Nikogo w niej nie zastałam, ale usłyszałam włączony telewizor w salonie. Zerknęłam przez szparę w drzwiach i zauważyłam tam rodziców zastępczych. Oglądali jakieś filmy z kaset. Nie chciałam sprawdzać jakie, więc poszłam zjeść kolację. Składała się ona wyłącznie z kanapek z masłem, szynką i ogórkiem. Siedziałam przy stole, gdy weszła mama.
- O Roni! To ty krzyczałaś wcześniej? - pokiwałam głową. - Wystraszyłam się. Myślałam, że coś ci się stało. Chciałam iść do ciebie zobaczyć, ale Colin powiedział, że to pewnie nic ważnego.
- Przysnęło mi się. Obudziłam się z krzykiem. Tylko tyle - zaczęło to być dziwne, że tak się teraz mną zainteresowała, więc spróbowałam ją spławić.
- Och! Musiałaś mieć zły sen, tak samo kiedy byłaś mała. Zawsze budziłaś się krzycząc.
- Serio? Nie przypominał sobie - powiedziałam to bardziej oschle, niż chciałam.
Włożyłam pusty talerz do zlewu i odwróciłam się w stronę kobiety. Plecami oparłam się o blat kuchenny.
- Nie rozumiem ... Dlaczego mnie tak nie lubisz?
- Może dlatego, że przez całe moje życie mnie okłamywałaś. Nigdy nie byłaś ze mną szczera! Dlaczego nie powiedziałaś mi o Justinie? Co?!
- Lekarz uważał, że tak będzie lepiej.
- Lepiej?! Niby dla kogo!
- Roni spokojnie, proszę cię, przestań krzyczeć.
- Dobrze - odpowiedziałam spokojnie i skierowałam się w stronę swojego pokoju.

następny dzień

Obudziły mnie pierwsze promienie słońca. Odruchowo spojrzałam na zegarek w telefonie. Była 10, a ja się zdziwiłam, że mogłam tyle spać. Przecież trzeba iść do szkoły, a nikt mnie nie obudził. Tak się rozzłościłam, że nie zwróciłam uwagi na kalendarz. Założyłam na siebie szlafrok i zbiegłam na dół. Na szczęście rodziców zastałam w kuchni.
- Czemu mnie nie obudziliście? Spóźniłam się do szkoły, a mam mieć dzisiaj sprawdzian z historii.
- Uspokój się Roni. Dzisiaj jest sobota - powiedział ojciec.
- Aha. Pomyliło mi się. Czyli to znaczy, że mogę jeszcze trochę pospać.
- Nie możesz - wtrąciła się Amy. - Jedziemy dziś na badania.
- Co? Jakie badania?
- Z twoją pamięcią. Trzeba sprawdzić, czy mózg nie jest uszkodzony.
- A niby dlaczego ma być uszkodzony?
- Może źle się wyraziłam. Był uszkodzony po wypadku. Teraz trzeba sprawdzić, jak zareagował na nagły przypływ wspomnień - rozumiałam doskonale o co jej chodzi, ale mówiła to w taki sposób, jakby bała się każdego słowa. Albo po prostu bała się mojej reakcji.
- Rozumiem. O której jedziemy?
- Za godzinę. Nie chciałam cię wcześniej budzić, bo powinnaś teraz wypoczywać.
- Aha. To pójdę się ubrać.

10 minut później

Siedziałam w swoim pokoju wyszykowana i czekałam aż ktoś da mi jakieś zajęcie. Nie jestem przyzwyczajona do nic nierobienia, ale przyznam, że nawet mi się podoba. Tak sobie posiedzieć i porozmyślać. Była już prawie 11, więc zeszłam do kuchni. Tam zastałam Amy i Colina. Doszliśmy do wniosku, że powinnam mówić do nich po imieniu, w końcu za 2 miesiące będę kończyć 18 lat. Ale do rzeczy ... W kuchni zjadłam szybko kromkę chleba z szynką. Potem wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do szpitala.

oczami Justina

Wstałem dzisiaj o 6 rano. Scooter, mój menadżer, cały czas każe mi coś robić. "Justin, do studia! Trzeba nagrać tą nową piosenkę. Justin, sesja zdjęciowa. Co ty sobie wyobrażasz? Jeszcze twoje fanki zapomną jak wyglądasz. Bieber, rusz zadek i bierz się za śpiewanie. Justin, kiedy ty ostatni raz byłeś na jakimś wywiadzie?! Omówię cię na spotkanie u Ellen." Tak jest praktycznie cały czas. Nawijał tak od rana, a jest już 11:15. Nawet mnie nie zapytał jak w szkole. Zaczyna mnie nudzić to życie gwiazdora. Chciałbym znów być normalnych chłopakiem, dlatego też zapisałem się do szkoły. Nie tylko po to, aby żyć normalnie, ale też żeby nauczyć się czegoś nowego i poznać ciekawych ludzi. Jak na razie poznałem tylko Roni, tylko, że niezbyt nam wczoraj wyszło. A to wszystko przez jeden pocałunek.

Chciałem coś z tym zrobić, więc zadzwoniłem do dziewczyny, żeby ją przeprosić, ale nie odebrała. Spróbowałem kilka razy i dalej to samo. Ciągle łapała mnie poczta głosowa. Przypuszczam, że nie miała przy sobie komórki i nie słyszała dzwonka. Albo po prostu wyłączyła telefon.

Było mi przykro. Zakuło mnie w sercu i musiałem pozbyć się tego bólu. Sięgnąłem pod poduszkę mojego łóżka i wyjąłem stamtąd torbeczkę z białym proszkiem. A później było już tylko lepiej. Czułem się jakbym trafił do nieba. Od tak, po prostu. Jednak ulga w bólu nie trwała długo, bo do mojego pokoju weszła mama i zaczęła mi się wyżalać, że zawsze muszę coś zrobić.
- Justin! Czy ty jesteś normalny? Skończ już z tym. Przecież to cię niszczy.
- A co cię to obchodzi. To moje życie, nie wtrącaj się! - byłem tak na haju, że nie wiedziałem co się ze mną dzieje, ani nie wiedziałem co mówiłem.
- Och synek, proszę nie rób mi tego. Wiesz, że cię kocham. Jestem twoją matką, a twoje życie to także moje. Niszcząc siebie zniszczysz i mnie - dławiła się przez płacz, a ja powoli odzyskiwałem rozum.
- Mamuś? - odezwałem się a wtedy moja rodzicielka rozpłakała się na dobre. Przytuliłem ją do siebie i razem usiedliśmy na łóżko.

Co jak co, ale bardziej mnie boli, gdy muszę oglądać, jak ta kobieta płacze przeze mnie kilka razy dziennie. jednak nie mogę zerwać z nałogiem. tak właśnie, jestem uzależniony. Może nie tak do końca, ale przynajmniej raz dziennie muszę się zaciągnąć. Tak show biznes zmienia człowieka.

"Nie potrafię" tak właśnie chciałem powiedzieć, ale te dwa nieznośne słowa nie chcą przejść mi przez gardło. Zawsze coś do cholery. Mam siłę, by się truć, ale nie stać mnie na to by chociaż przyznać się do błędu. Heh, zaczęło się to od zerwania z Seleną. To dzięki niej jestem teraz tym kim jestem. Ćpunem w najgorszym wydaniu, a jak. Nie żałuję, że zakończył się nasz związek, żałuję, że doprowadziło to do mojego stanu. Roni jest o wiele lepsza niż ja. Mimo ubytków w pamięci i tego strasznego wypadku, nieźle sobie radzi. Jest silniejsza ode mnie. Tak, od tego Justina Biebera, który nie potrafi sobie nawet poradzić z nałogiem. Chciałbym żeby to się w końcu skończyło.

oczami Roni

W szpitalu jest tak ponuro. Pamiętam, że to właśnie w tym leżałam po wypadku. Dziś przyjmował mnie ten sam lekarz. Poznałam go jedynie po głosie i po tym, że Amy mi powiedziała. Sam lekarz kazał do siebie mówić dr Johnson. Tak też się nazywa, a tak w ogóle to może mieć około trzydziestki, nie więcej. Był nawet miły. Zrobił mi prześwietlenie. Popytał mnie o jakieś tam głupoty związane z życiem. A potem zaczął gadać o Justinie ... I gdy tylko o nim wspomniał rozpłakałam się jak dziecko. Lekarz powiedział, że dobrze będzie jeśli zostanę sama na chwilę. Gdy tylko wyszedł trochę się uspokoiłam. Do tego wyciągnęłam swoją komórkę. Wcześniej ją wyłączyłam, żeby mnie nie rozpraszała w trakcie badań, teraz ją włączyłam i moim oczom ukazało się 46 nieodebranych połączeń od ... Justina?! Zaskoczyło mnie to i już chciałam do niego oddzwonić, gdy do sali weszła jakaś dziewczyna. Miała na sobie biały fartuch taki jakie noszą pielęgniarki. Jej rude włosy opadały na ramiona związane luźno gumką. Podeszła do mnie i szeroko się uśmiechnęła. Zauważyłam, że mogła być mniej więcej z mojego wieku.
- Cześć. Jestem Holly, a ty? Pewnie Roni prawda? Dziwisz się widząc mnie w tym fartuchu? Jestem tu na stażu, więc nie jestem prawdziwą pielęgniarką, ale mogę z tobą porozmawiać jeśli chcesz ... - nawijała i nawijała. Szybko poprawiła mi humor tym swoim promiennym uśmiechem i piskliwym głosikiem.
- Taaa cześć :) - gdy tylko zrobiła małą przerwę zdążyłam się z nią przywitać.
- Czekasz na jakiś ważny telefon? - spytała,a ja nie rozumiałam o co chodzi dopóki nie wskazała na komórkę, którą ściskałam nadal w dłoni.
- A, nie. Właściwie chciałam oddzwonić do chłopaka. Na dzwonił się do mnie a ja nie wiem co mu odbiło.
- Może za tobą tęskni, albo się o ciebie martwi - zrozumiała jedynie tyle, że dzwonił do mnie chłopak, tylko, że nie w tym sensie.
- Nieee, to przyjaciel. Nic nas nie łączy ... chyba.
- Ty go kochasz, no weź dzwoń do niego. Chce posłuchać ... jeśli mogę, oczywiście - mówiła teraz zwykłym głosem, okazało się, że tamten był tylko po to, aby mi poprawić samopoczucie.
- Właściwie, to czemu nie? - uśmiechnęłam się do niej i szybko wykręciłam numer do Justina.

oczami Justina

Gdy moja mama wyszła z pokoju zaczął dzwonić mi telefon. Leżał niedaleko mnie, ale nie miałem siły by go podnieść, do tego bałem się, co mógłbym zacząć gadać, gdybym odebrał. Przypomniało mi się, że wcześniej wydzwaniałem do Roni i teraz pewnie oddzwania. Mimo wszystko brakowało mi sił.
- Justin telefon! - krzyknęła mama, a w tej samej chwili telefon umilkł.
Podniosłem się szybko i równie szybko opadłem na podłogę. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa, więc się wywróciłem. Niby taka sobie mała dawka narkotyku, a jak potrafi sparaliżować człowieka. Potem mama wbiegła do pokoju. Namoczoną ściereczką zaczęła przemywać mi twarz i pocieszać, że kiedyś uda mi się z tym skończyć. Tyle, że to nie prawda.

oczami Roni

- Nie odbiera - stwierdziłam raczej do siebie niż do dziewczyny, która wciąż siedziała koło mnie.
- Nie przejmuj się. Może nie słyszał, albo nie zdążył odebrać. Spróbuj jeszcze raz.
Zrobiłam jak kazała. Wystukałam numer i przyłożyłam komórkę do ucha.

oczami Justina

Znów dzwoni. Musiała się przejąć, albo koniecznie chce się dowiedzieć po co ja dzwoniłem. Mama usadziła mnie z wielkim trudem wcześniej na łóżku, a teraz podała mi telefon. Gdy odbierałem wyszła z mojego pokoju.
- Justin? - usłyszałem delikatny głosik Roni w słuchawce.
Zamarłem. Co ja niby mam jej powiedzieć. Wystraszyłem się, że zauważy w jakim jestem stanie. Udało mi się wydusić tylko z siebie głupie "hej".
- Czy coś się stało? - spytała, a tym razem jej głos zadrżał, jakby się o mnie martwiła.
- Niee..e..e - troch się jąkałem. - wszy..szy..stko do..do..brze.
- Justin, proszę nie kłam. Coś musiało się stać. Dzwoniłeś tyle razy i do tego się jąkasz - nic dziwnego, że zauważyła, ale wystraszyłem się jeszcze bardziej. Postanowiłem się opanować.
- Nie, jest dobrze. Naprawdę, uwierz mi.
- No dobrze. A więc o co chodzi? Dzwoniłeś ...
- Chciałem cię przeprosić za wczoraj ... Głupio wyszło.
- Wiesz ... Przemyślałam wszystko i ... - zawahała się, a gdy mówiła dalej zniżyła głos. - ale to nie jest rozmowa na telefon. Musimy się dzisiaj spotkać. Wpadnę do ciebie. To ważne. Będę o drugiej. Pa - rozłączyła się zanim zdążyłem jej powiedzieć, że dziś ni dam rady, ale ona przyjdzie, więc mogę udawać chorego ... co nie? Heh, nie każdy jest idealny, a już na pewno nie ja.

oczami Roni

Nie jestem pewna, czy dobrze postąpiłam dzwoniąc do niego i jeszcze chce z nim pogadać o moim śnie. Sądziłam, że nie jest nam pisane (chwile po pocałunku), ale gdy tylko się obudziłam, zrozumiałam, że jest wręcz na odwrót. Chyba go kocham. CHYBA! Nie jestem pewna. Ten sen był taki jakiś dziwny, jakby to się musiało naprawdę wydarzyć. Holly siedziała wciąż przy mnie i po przyjacielsku głaskała po ramieniu, aby dodać mi otuchy. Ona jest wspaniała. Płakałam przy niej już parę razy, a wciąż sobie nie poszła. No dobra ... poszła raz, ale to się nie liczy. Wyszła tylko na korytarz po wodę i chusteczki dla mnie. Można powiedzieć, że nawet ją lubię i pewnie ona mnie też i się zaprzyjaźnimy itd. Miło byłoby mieć ją przy sobie w czasie doła.
- Czyli chcesz się z nim spotkać, tak? - spytała Holly, na co ja pokiwałam głową. - A to znaczy, że będę musiała pomóc ci się wyszykować. Odpowiedni strój, makijaż i już nie będzie tylko przyjacielem.
- Holly, proooszę.
- Nie proś, bo ci to nic nie da. Gdy tylko stąd wyjdziesz, to od razu jedziesz do domu co nie?
- No tak, ale co to ma do rze...
- A ma to do rzeczy to, że pojadę z tobą. Przestań mi wmawiać, że nic z tego nie będzie.
- Przecież nawet nie wiesz o kogo mi chodzi ...
- Wiem ... o Biebera. Myślisz, że rozpoznałabym go po głosie? Dziewczyno ja go uwielbiam. I jeżeli to zepsujesz to będziesz miała ze mną do czynienia - zatrzymała się na chwilę i sprawdziła moją reakcję, a że nawet nie mrugnęłam mówiła dalej. - Heh, ty się na żartach nie znasz. Posłuchaj mnie, słyszałam po jego głosie, że coś do ciebie czuje.
- Właśnie "coś".
- No a to "coś" to miłość.
- Przestań! Wcale, że nie. Tylko się przyjaźnimy, a do tego wczoraj nam nie wyszło w pewnej sprawie.
- Bo się boisz przed nim otworzyć. Ja byłam raz jego OLLG, miałam wielkiego stracha, ale było całkiem inaczej. Przez kilka tygodni utrzymywaliśmy kontakt. Potem zepsuł mi się telefon, a z nim przepadły wszystkie numery. W tym numer do Justina. Chłopak nie miał mojego nowego, bo nie miałam mu jak go podać.
- Czekaj chwilę. Nie pędź tak. Czy ty powiedziałaś, że byłaś jego OLLG?
- O Boże ...
- Tylko się pytam - szybko wyprowadziłam ją z równowagi.
- Dobra, jedziemy dalej.
- Nie każdy jest idealny, a już na pewno nie ja.
- Daj spokój.
- Taka prawda.
Gadałyśmy co chwilę coś od czapy. potem wrócił lekarz i dokończyliśmy badanie. Tym razem przy rodzicach i Holly. Muszę przyznać, że poszło całkiem dobrze. Znów pytał mnie o Justina, a ja mu spokojnie odpowiadałam. Później pojechaliśmy do domu. Holly była pasażerem na gapę, ale rodzice zgodzili się ją zabrać, bo ucieszyli się, że mam koleżankę. dziewczyna tak jak obiecała pomogła mi wybrać strój. Przed drugą byłam gotowa do wyjścia.
___________________________________________________________________________________________

Jak się podoba? Długi co nie? Postarałam się specjalnie dla was. Czekam na szczere opinie :)
Tagi:
01.02.2013 o godz. 20:30
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam. Miałam tyle pomysłów, a żaden nie był dość dobry. do tego raz już pisałam i mi się przez przypadek skasowało. Mam nadzieję, że się nie gniewacie :D
__________________________________________________________________________________________

- Jak mogłeś zjeść wszystkie ciastka! - wydarła się na mnie Roni, gdy już razem siedzieliśmy u niej w pokoju.
- Tak wyszło. Ej ale masz szczęście, bo były bardzo dobre.
- I gdzie tu szczęście, co?
- Bo na dole jest jeszcze cały talerz - odpowiedziałem z bananem na twarzy.
- Taa, to idź mi przynieś.
- A co ja kelner jestem? - powiedziałem na co Roni zaczęła szperać w szafie. Po chwili coś z niej wyciągnęła.
- Proszę teraz jesteś kelnerem, a przynajmniej tak wyglądasz - stwierdziła, gdy miałem na szyi jej krawat na gumkę, a w ręce tackę i przewieszoną przez ramię jakąś chustkę. - Hahahahaha.
- Serio? I ja mam tak zejść na dół? - pokiwała głową dalej się śmiejąc.
- Tylko migiem... i nalej mi mleka do kubka.
- Jak sobie pani życzy - ukłoniłem się lekko i wyszedłem z jej pokoju.

oczami Roni

Jak szukałam krawatu dla Justina znalazłam w szafie pudło ze starociami. Były na niej tylko dwie litery, a domyślałam się co mogły oznaczać: "JB". Dokładnie to wydawało mi się, że chodzi o inicjały chłopaka. Gdy tylko wyszedł po ciastka znów zanurzyłam głowę w stercie ubrań i wyciągnęłam karton na środek pokoju.

Bałam się otworzyć. Nie wiedziałam co mogłam znaleźć w środku. Całe pudło wydawało się znajome, nawet te dwie litery. Jednak strach był potężniejszy, ale udało mi się go pokonać. Lekko otworzyłam, a moim oczom ukazały się... plakaty, płyty, dwie książki i perfumy. Wszędzie widziałam twarz Justina i jakby nagle wszystko sobie przypomniałam...

- To się wydarzyło tak nagle...
- Roni? Słyszysz mnie? Proszę odezwij się! Nie umieraj!
- Co się ze mną stało? Nic nie pamiętam... Jak ja się tu znalazłam? Boli, moja głowa.
- Wiem, odpoczywaj.


Te wszystkie słowa tak wyraźnie teraz słyszałam, a zdążyłam już zapomnieć o nich. Jednak po chwili przybyło ich jeszcze więcej.

- Roni tylko bądź ostrożna, tam ulica jest bardzo ruchliwa.
- Spokojnie, nic mi nie będzie.
- Tak tylko mówisz.
- To się wydarzyło tak szybko. Usłyszałam tylko pisk opon, huk uderzenia i trzask łamanych kości.
- Możliwa jest amnezja, mózg został trochę uszkodzony. To nie znaczy, że zapomni wszystko. Będzie pamiętać, ale zapomni coś, o czym ostatnio najczęściej myślała.
- Czy to możliwe, że zapomni swojego idola?
- Tak, nawet bardzo.
- Przykro mi, że nie udało ci się zdobyć autografu Biebera.
- Kogo?


Klęczałam nad kartonem rozmyślając tak o wydarzeniach z przed roku, gdy do pokoju wszedł Justin. Jak go zobaczyłam to nie wiedziałam co robić. Zdążył na szczęście odłożyć ciastka i szklankę z mlekiem na stolik, bo rzuciłam się na niego szarpiąc go za koszulkę. Do tego zaczęłam głośno płakać.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś?! Czemu?! Powinnam to wiedzieć.
- Amy, powiedziała mi, że nie mogę ci mówić, że sama się o tym dowiesz - odpowiedział wystraszony, martwił się o mnie, zauważyłam to w jego czekoladowych tęczówkach. Cały gniew zniknął tak szybko jak się pojawił. Za bardzo go uwielbiam.
- Nie szkodzi, ale jaka Amy?
- Twoja ci... matka - poprawił się.
- Aha - odpowiedziałam tylko tyle.
Zorientowałam się, że mi nie powie prawdy. Muszę się sama wszystkiego dowiedzieć. tak samo jeśli chodzi o rodziców. Wiem, że Amy i Colin mają coś z nimi wspólnego. To jest zbyt trudne, ale jak zawsze dam sobie radę. Wychowywałam się w rodzinie bez miłości. Justin ma wspaniałe życie. Fanki, dużo pieniędzy, ogólnie mówiąc - robi co chce. Nie wierzę, że z własnej woli poszedł do szkoły, bo chciał dowiedzieć się czegoś więcej. Może po prostu potrzebował otoczenia rówieśników? Nieee, raczej wątpię. Przecież jest taki wspaniały pewnie ma dużo przyjaciół.

Rozmawialiśmy chwilę, podczas gdy piłam mleko. Nie miałam nastroju na ciastka. Chłopak wydawał się teraz przy mnie bardziej spięty, tak jakby nie wiedział jak zareaguję na obojętnie jaki ruch z jego strony. Znów siedzieliśmy na schodach, ale teraz ja byłam niżej. Przyglądałam mu się jakiś czas, gdy ten miał zamknięte powieki. W pokoju było cicho. A teraz poczułam, że ta cisza staje się coraz bardziej dołująca. Postanowiłam szybko to zmienić, tylko, że nie zamierzałam się odzywać. Wiedziałam, że mogę tego później żałować. Podniosłam się cichutko i uklęknęłam. Justin wyglądał tak słodko... postanowiłam to zrobić. Złożyłam delikatny pocałunek na jego policzku. Spodziewałam się, że się zerwie i zacznie krzyczeć, ale on tylko się uśmiechnął i przytrzymał mnie za ręce.
- Przeszkadzam? - spytałam a on otworzył jedno oko, a potem drugie.
- Skąd, to nawet przyjemne - odpowiedział gdy moje usta znów wylądowały na jego policzku, tym razem bliżej ust.
- Jeśli ci to przeszkadza to mi powiedz. W końcu jestem twoja zwariowaną fanką. Chyba... Oj nie patrz tak na mnie leżałam tydzień w śpiączce do tego mam ubytki w pamięci.
- Spokojnie nie przeszkadzasz. Naprawdę mi się podoba - jeszcze raz się uśmiechną, ale teraz tak szeroko, że nie mogłam uwierzyć, że może się aż tak wyszczerzyć.

oczami Justina

Zerknąłem ukradkiem na zegarek w telefonie, gdy leżeliśmy obok siebie na łóżku (bez skojarzeń). Roni jest taka delikatna. Przez te jej buziaki zaczynam myśleć, że nie będziemy tylko zwykłymi przyjaciółmi. Ona jest nawet śliczna. xD Swaggie. Wtulała się we mnie tak uroczo, ale zaczynało się ściemniać i powinienem już wracać.
- Muszę już wracać - powiedziałem do dziewczyny na co jej oczy skierowały się w stronę mojej twarzy.
- Już? Szkoda... Wiem, odprowadzę cię.
- Roni, jest prawie ciemno. Nie chcę żeby ktoś cię napadł. Wezmę sobie taksówkę.
- Skoro tak wolisz - lekko się skrzywiła. Widać, że nie spodobała jej się moja odpowiedź. Musiałem coś szybko wymyślić, żebyśmy nie rozstali się w takim napięciu. Chociaż się starałem, Roni była szybsza. - Wiem! Odprowadzę cię do drogi i poczekam z tobą na taksówkę - widać spodobał jej się ten pomysł, a i mnie przypadł do gustu.
- Więc chodźmy - odpowiedziałem i ruszyliśmy do drzwi wyjściowych.



- Będę tęsknić - powiedziała Roni, gdy żegnaliśmy się przed jej domem. Taksówki jeszcze nie było więc mieliśmy czas na długiego przytulasa.
- Ja też, ale pomyśl zobaczymy się już w poniedziałek. Weekend szybko zleci, zanim się obejrzysz, a już się spotkamy w szkole - i wtedy uświadomiłem sobie, że czeka aż zapowiem nasze spotkanie. Postanowiłem jednak trzymać gębę na kłódkę i zrobić jej niespodziankę.
- Taa, fajnie - miała kwaśną minę, więc przytuliłem ją mocno do siebie, jednak mnie nie objęła, tylko delikatnie ale stanowczo od siebie odsunęła.
Chwile gapiła się w moje oczy. Nawet sam nie wiem kiedy zacząłem przybliżać twarz do jej twarzy. Chciałem ją pocałować zwłaszcza teraz, widząc jak się denerwuje. Sądziłem, że mnie za to spoliczkuje, ale sama rzuciła się na mnie i zaczęła namiętnie całować. To był dla mnie szok. Nie wiedziałem jak się zachować, dlatego po prostu odwzajemniłem pocałunek najlepiej jak umiałem. Gdy się od siebie odsunęliśmy zauważyłem w jej oczach iskierkę zawodu. Wiedziałem, że coś jest nie tak, ale bałem się to powiedzieć. Ona na szczęście mnie w tym wyręczyła.
- Brak, nic, zero, nie zaiskrzyło - miała rację, nie żeby mi się podobało, ale uczucie którym ją darzę raczej mogłoby być odwzajemnione choć w 5%. Niestety tak nie jest.

Po chwili nadjechała taksówka. Wsiadłem do środka i pomachałem jeszcze dziewczynie na pożegnanie, ale ona już tego nie widziała, bo szła odwrócona przodem w kierunku swojego domu.
___________________________________________________________________________________

No i dodałam dzisiaj xD Hura! Jestem zadowolona z tego rozdziału, ale spokojnie wszystko się jeszcze ułoży :D
Tagi:
08.01.2013 o godz. 20:39
- Dobra, wydaje mi się, że możemy już iść - stwierdziłam na głos, na co Justin delikatnie drgnął. Praktycznie przez ostatnie 10 minut w ogóle się nie odzywaliśmy. Do tego powiedziałam to zbyt głośno, dlatego nie dziwię się, że go wystraszyłam.
- Okej - odpowiedział chłopak podnosząc się i zakładając plecak na ramię.
- Przyznaj, wystraszyłam cię.
- Wcale, że nie - teraz zadrżał mu głos, czyli kłamie, zauważyłam to poprzedniego dnia.
- Przyznaj się, bo ci pokażę co robiliśmy na kursie samoobrony - nie zrozumiał o co mi chodzi, ale nagle sobie przypomniał i otworzył szeroko oczy. - Wiedziałam, że to na ciebie zadziała.
- No dobra wystraszyłem się, ale to dlatego, że się nie spodziewałem, że się odezwiesz - "niezła wymówka B..." pomyślałam sobie, chcąc użyć nazwiska, którego nie znam, ale mimo wszystko coś mi świta. Chciałam o nie zapytać, ale nie zdążyłam, bo chłopak mówił dalej. - Dobra, mniejsza z tym. Nie mogę się doczekać aż zobaczę twój pokój. Chodźmy już.
- A kto powiedział, że cię wpuszczę w ogóle do domu? - spytałam, robiąc do tego dziwną minę.
- Jak mnie nie wpuścisz to zrobią to twoi rodzice - nagle uświadomił sobie, że z tym może być problem i ugryzł się w język. - Przepraszam Roni, jakoś tak samo wyszło.
- Nie szkodzi. Nie żal mi rodziców, nawet ich nie kochałam. Czekaj stop, nawet ich nie poznałam. Po prostu mnie nie chcieli i mnie oddali do domu dziecka.
Więcej się nie odezwał, ale przez dłuższą chwilę mi się przyglądał, jakby chciał się dowiedzieć, co kryje się w mojej głowie.



Mój dom znajduje się dwie ulice dalej, w bardziej odludnej części LA. Udało nam się dojść do niego w rekordowym czasie. Chociaż cały czas szliśmy wygłupiając się i śmiejąc. Do tego szliśmy środkiem ulicy, jakbyśmy byli pijani. Chłopak cały czas coś nucił, a ja nie wiedziałam o jaką piosenkę mu chodzi.

Po dojściu do domu zatrzymaliśmy się przed drzwiami. Justin nie mógł powstrzymać się od pochwały naszej "willi".
- Wow. To wasz dom? Tylko pozazdrościć. Musicie mieć dużo kasy skoro było was na niego stać.
- W sumie to nie. Matka mi mówiła, że mieszkają tu od zawsze, a ja tylko do nich dołączyłam. Z czasem go wyremontowali, dlatego tak wygląda - po tych słowach weszliśmy do środka.
- Roni, gdzie ty się szwendasz? Miałaś być równo o 3, a tu ... - wpadła moja matka zastępcza.
- Dzień dobry - przywitał się grzecznie Justin, na co kobieta zaniemówiła. Odezwała się dopiero po chwili.
- Dzień dobry. Roni, mogłaś powiedzieć, że przyprowadzisz gościa, ugotowałabym więcej ziemniaków - nie wiem co jej się stało.
- Nie trzeba - powiedział Justin i zaszczycił ją swoim słodkim uśmiechem.
- Widzisz, nie trzeba. Będziemy w pokoju, jak będziesz czegoś potrzebować - stwierdziłam, na co ona przytaknęła głową i ruszyła w kierunku kuchni. My natomiast do mojego pokoju.
- Jeeeej - znów Justin zaczął się zachwycać widząc wnętrze sypialni.
- Nie przesadzaj. Nie zawsze dostaje to czego chce.
- Chciałaś mieć taki pokój?
- No w sumie sama go urządziłam, ale to nie zmienia fakt, że ja... - zawahałam się.
- Nie masz pieniędzy? - spytał chłopak na co odruchowo sprawdziłam wszystkie kieszenie.
- Nic, ale nie narzekam. Ważne, że dostaję parę groszy na lunch - i kwaśny uśmiech. - Rozgość się.
- O niczym innym nie marzę - powiedział chłopak i na serio się rozgościł, wpadł do pokoju i natychmiast uwalił się na moim łóżku. - Ale miękko, też bym tak chciał. Moje łóżko jest twarde jak deska do prasowania.
- Co, sprawdzałeś? - spytałam z wielkim smajlem na ustach.
- Żebyś wiedziała ... jak mama prasowała mi koszulę - gdy to powiedział zaśmiałam się na cały głos, a on wymówił to tak jakby się bał mojej reakcji. Po chwili śmialiśmy się oboje, turlając do tego po podłodze.

Gdy się uspokoiliśmy, zdałam sobie sprawę, że nigdy się tak długo nie śmiałam. Z początku to było fajne uczucie, ale teraz boli mnie brzuch. Usiadłam sobie na jednym ze schodków, opierając głowę o ścianę. Justin po chwili zrobił to samo siadając nieco niżej.
- Masz dużo butów - zauważył.
- Taa, mam małą obsesję na ich punkcie. Im więcej tym lepiej.
- Tylko mi nie mów, że wszystkie nabyłaś tak samo jak było z odnawianiem domu.
- Można tak powiedzieć. Tylko, że dostawałam jedną parę na miesiąc, czasami dwie.
- Hmmm - zastanowił się chwilę. - Mam podobnie. Też kupuję dużo butów, a wszystkie to adidasy. Przy moim wzroście przydały by mi się twoje szpilki - zachichotałam.
- Nie gadaj, bo ja jak włożę szpilki to i tak jestem niska. Zobacz na te - wskazałam buty na stopach. - Nosze je cały dzień, a i tak jestem od ciebie niższa.
- O ile? Pięć centymetrów?
- Ale niższa. Widziałeś Bena z naszej klasy?
- Chodzi ci o tego koszykarza?
- No, to dopiero olbrzym.
- No, przy nim to oboje wyglądamy jak krasnoludki.

Nasze tematy schodziły na różne tory. To gadaliśmy o butach, to o ludziach z klasy. W końcu zgadaliśmy się o nas samych. Justin to fajny chłopak, miło mi się z nim gada, ale równie przyjemnie jest też posiedzieć w zupełnej ciszy, tak razem. A właśnie była taka cisza, gdy poczułam, że muszę skorzystać z toalety.
- Lecę do toalety, poczekaj na mnie.
- Nigdzie się nie wybieram.



oczami Justina

Siedziałem tak sobie sam w pokoju Roni, gdy usłyszałem pukanie do drzwi. Te następnie się uchyliły i zobaczyłem stojącą w nich kobietę. Rozejrzała się po pomieszczeni, ale jak nie dostrzegła Roni to lekko się uśmiechnęła.
- Przyniosłam wam ciasteczka - powiedziała, stawiając na stoliku talerz pełen różnych słodyczy. - Dobrze, że jesteś sam, chłopcze. Wiem kim jesteś, a owszem - mówiąc to usiadła na fotelu naprzeciwko mnie. - Muszę ci coś powiedzieć. Na początek jestem ciotką Roni i siostrą jej matki - chciałem coś powiedzieć, ale mi przerwała. - Zanim coś powiesz wysłuchaj do końca. Jej matka, Sabine, urodziła ją mając zaledwie 17 lat. Roni jest dzieckiem wpadki, ale jak twierdzą jej rodzice, bardzo chcianym. Sabine często imprezowała, zażywała różnych używek, miała problemy z sobą samą. Na każdej imprezie sypiała z innym chłopakiem. Natomiast, gdy poznała jej ojca, Matta, zmieniła się nie do poznania. Rzuciła wszystko, żeby z nim być. Oczywiście poznali się na jednej z imprez i zaszła w ciążę. Wtedy jeszcze o tym nie wiedziała, dowiedziała się jak już byli parą. Roni przyszła na świat, jakby się mogło wszystkim wydawać, zdrowa. Rodzice opiekowali się nią przez rok. Potem Matt trafił do więzienia. Był dilerem, a jego kumple zazdrośni o Sabine wydali go policji. Moja siostra nie była w stanie sama zajmować się dzieckiem, więc oddała je pod opiekę mi i mojemu mężowi. Ona sama trafiła do psychiatryka, jej psychika nie wytrzymała. Znów zaczęła palić, ćpać i pić. Od tamtej pory staraliśmy się wychowywać Roni tak, aby nic o nich nie widziała. Złamało by jej to serce. Nic o nich nie wiedząc, nie mogła się do nich przywiązać. Uważaj na nią, to świetna dziewczyna, ale ma wiele problemów, z którymi nie możemy sobie poradzić. Nie miała dotąd żadnych przyjaciół, nie zrań jej.

Słowa kobiety były bardzo ważne. Roni wychowywała się w głupiej podświadomości, że została zaadoptowana, a rodzice po prostu jej nie chcieli. W rzeczywistości było zupełnie na odwrót. Roni to naprawdę świetna dziewczyna i szczerze mówiąc, choć znam ją dopiero dwa dni, mogę nazwać ją przyjaciółką. Jak nie kimś więcej.
________________________________________________________________________________________

I jak się podoba? Nie za długi? A może za dużo wypowiedzi? Proszę komentujcie.
Tagi:
26.12.2012 o godz. 21:41
Taki sobie filmik dla was :* Świetna piosenka.


Tagi: ♪♫♬
22.12.2012 o godz. 19:56
Cześć... Nie miałam okazji wcześniej zapoznać was z opowiadaniem, więc postanowiłam zrobić to teraz. Jak zapewne zauważyliście, całe opowiadanie będzie o problemach zwykłej nastolatki. Dodałam do niego Justina Biebera, gdyż go lubię i według mnie najlepiej tu pasuje. Do was należą opinie...
___________________________________________________________________________________________

- Roni! Rusz ten zadek z tego łóżka - tak to moja matka, a już myślałam, że da mi spokój, ale nie bo ma dla mnie kolejne zadanie... w środku nocy. - Pospiesz się, bo się spóźnisz do szkoły! - szkoła? Już? A wydawało mi się, że mam jeszcze dobrych kilka godzin spania... a tu jednak nie.
- No dobra! Już wstaje... - odkrzyknęłam jej.
Zwlekłam się z łóżka. Następnie ładnie je pościeliłam i poszłam się wyszykować. Pół godziny później byłam gotowa do wyjścia.



Szłam już do szkoły gdy nagle zauważyłam grupkę dziewczyn z mojej klasy. Zwykle zaczęłyby mnie zaraz wyzywać, ale coś się działo. Przebiegły koło mnie nawet mnie nie zauważając. Po chwili zauważyłam przyczynę zamieszania. Był to ten chłopak który wczoraj zaczął się z nami uczyć. Jak mu tam było?? A Justin. Czemu one tak do niego podbiegły?? Chyba nigdy się tego nie dowiem. Chłopak szybko przed nimi uciekł do budynku. Postanowiłam więc zająć się tą sprawą na trygonometrii.

Zdążyłam w spokoju dojść do klasy, gdy znów na kogoś wpadłam, a raczej ten ktoś na mnie.
- Co ty u licha wyprawiasz! - wkurzyłam się widząc przed sobą twarz Justina.
- Ja co robię? - zastanowił się chwilę. - Uciekam przed rozszalałymi dziewczynami. O nie już tu idą. Roni, proszę cię pomóż. Gdzie mógłbym się schować, żeby mnie nie znalazły? - zaskoczył mnie jego ton, był taki delikatny, taki wręcz błagający. Nie mogłam mu odmówić.
- Dobra, choć. W klasie, pod ławką do dzwonka. Jak będę siedziała na krześle, to nie będą się patrzeć w naszą stronę.
- Dzięki jesteś wielka - mówiąc to, przytulił mnie lekko do siebie. Zdziwiłam się jeszcze bardziej i odsunęłam go delikatnie od siebie.
- Bez przesady, jeszcze mi nie dziękuj. Choć, bo cię zobaczą - powiedziałam i pociągnęłam go za rękę w stronę klasy.
Zrobiliśmy tak jak powiedziałam. On siedział pod ławką przy ścianie, a ja go osłaniałam. Nie rozmawialiśmy. Bazgrałam sobie po zeszycie i nawet nie zauważyłam jak zaczęłam wypisywać w nim imię mojego sąsiada z ławki. Pisałam aż zbyt starannie, wręcz kaligrafując i za każdym razem stawiając serduszko nad "i". ogólnie rzecz biorąc zawsze je stawiam, ale tu wydało mi się to dziwne.

Gdy tylko zabrzmiał dzwonek do klasy zlecieli się pozostali. Jak dotąd nikt nie spojrzał w naszą stronę. Justin wyszedł spod ławki, gdy weszła nauczycielka. Wszystkie dziewczyny były wpatrzone cały czas w drzwi, ale gdy te zamknęły się za panią Evans, szybko zrzedły im miny. Jednak po kolei spoglądały na jego miejsce no i go dostrzegały, przy czym zaczynały piszczeć. nauczycielka starała się je uspokoić, ale na darmo.
- Dziewczęta uspokójcie się! Justin, wyjdź proszę z klasy. Niech one się uspokoją. Jak będą już nad sobą panować to cię zawołam.
- Proszę pani, czy Roni może ze mną wyjść? - spytał Justin a oczy wszystkich uczniów skierowały się w moją stronę i, o dziwo, zapanowała cisza.
- Cóż to już raczej nie będzie potrzebne, ale jeśli chcesz to ... - przerwałam jej.
- Chyba mi niedobrze... - ledwo utrzymywałam się w krześle. Atak mdłości pojawił się ze stresu, nie lubię jak się tak na mnie gapią... A może to dlatego, że chłopak chciał być ze mną sam na sam?
- ... możecie iść - dokończyła pani Evans, a wręcz nakazała, co miało oznaczać, że mam się natychmiast skierować do toalety.



- Jak się czujesz? - spytał Justin, jak tylko wyszliśmy na korytarz.
- Kiepsko, cały czas mnie mdli.
- To może idź lepiej do ubikacji, jeszcze mi tu zwymiotujesz i co wtedy zrobię? Miałbym lecieć po woźnego, aby po tobie posprzątał, czy sam musiałbym to zrobić? - spojrzałam na niego spode łba, ale zorientowałam się, że żartuje.
Jednak w jego oczach zauważyłam troskę. Martwił się o mnie. Hmmm ciekawe uczucie wiedzieć, że jednak jest ktoś na świecie, kto się o ciebie martwi. Zachichotałam cichutko, ale i tak to zauważył, bo po chwili na jego twarzy pojawił się wielki rogal. Szczerzył się do mnie przez kilka sekund, co sprawiło, że bliżej mu się przyjrzałam. Tak jakbym go skądś kojarzyła, ale nie wiem skąd.
- Jak tam twój żołądek? - wyrwał mnie z zamyślenia głos mojego towarzysza.
- Znacznie lepiej - uśmiechnęłam się mimo woli, nawet tego nie zauważyłam.
- Ymm, Roni? - zawahałam się, bo wiedziałam, że teraz będzie rozmowa na poważnie.
- Tak? - spróbowałam zaryzykować.
- Jesteś zajęta wieczorem? - zastanowiłam się przez chwilę czy skłamać, czy szczerze powiedzieć, że pewnie matka znajdzie dla mnie jakieś zajęcie. Postanowiłam powiedzieć prawdę, choć mogę jej gorzko żałować.
- W sumie to trochę tak. Zawsze muszę coś zrobić w domu. To sprzątanie, to gotowanie... - miałam wymieniać dalej, ale zauważyłam, jak Justin wzrusza ramionami, więc ucichłam.
- Wystarczyło powiedzieć, że nie chcesz się ze mną spotkać, nie musisz kłamać - więc o to mu chodziło.
- Justin, ale ja nie kłamię, mieszkam w rodzinie zastępczej, oni cały czas mnie wykorzystują. Nie ma dnia ani godziny, żebym nie miała zajęcia. Z chęcią się z tobą spotkam, tylko najpierw będę musiała zrobić to co matka mi powie- chłopak stał przede mną i wyraźnie zastanawiał się nad sensem moich słów. Nadal mi nie wierzył. - Może jeśli zechcesz mnie dzisiaj odprowadzić do domu to mi uwierzysz? - powiedziałam to cicho, bardziej do siebie, ale mnie usłyszał i szybko się zgodził.
- Nie ma sprawy. Poczekam na ciebie za kontenerami na śmieci.
- Słucham? - zdziwiłam się.
- Taki schron. Zauważyłem, że żadna z dziewczyn do nich nie podchodzi. Mogę się tam ukryć.
- Jesteś pewien, że żadna? - uniosłam pytająco brwi, wiedząc, że temat zszedł na inne tory.
- No tak, sam widziałem... - zawahał się. - Ty?
- Tak, to też moja kryjówka, zwłaszcza podczas przerwy na lunch - mówiąc to wyszczerzyłam się tak słodko jak tylko umiałam.
- Hmmm, nie jesteś zbyt lubiana, prawda? - potwierdziłam. - Czyli to co mówiłaś? To dlatego, że nie masz rodziców, że mieszkasz w rodzinie zastępczej?
- Tak, w rzeczy samej.
- Przepraszam, że ci nie uwierzyłem tak od razu. Myślałem, że chcesz się jakoś wymigać od spotkania ze mną.
- No coś ty - w tej chwili poczułam jak łzy napływają mi do oczu, Justin naprawdę chciał się ze mną spotkać. To znaczy, że mnie polubił, albo po prostu nie wie jaka jestem w środku i chcę mnie bliżej poznać.

Poczułam jak chłopak mnie do siebie przytula. Tak, bardziej poczułam, bo przez łzy nic nie mogłam zobaczyć, bo obraz był cały zamazany. Wtuliłam się w niego i pozwoliłam łzom spłynąć po policzkach. Pierwszy raz od tak dawna miałam wrażenie, że jestem potrzebna, że jestem bezpieczna. W jego ramionach mogłabym nawet przeżyć koniec świata. Justin Przybliżył usta do mojego ucha i zaczął coś szeptać. Pewnie słowa jakiejś piosenki. Miałam rację bo po chwili zaczął ją nucić wydobywając z siebie coraz głośniejsze dźwięki, tak że mogłam rozróżnić słowa. (włączcie)
- Cause I'm in love with the thought of you
With thought of you, with thought of you
I'm in love with the thought of you
All the things you do, with thought of you
Girl, I'm in love with the thought of you, you, you - wsłuchiwałam się z zapartym tchem i dobrze widziałam o co chodzi. - No, Roni, nie płacz już. Będzie dobrze - kiedy przestał śpiewać zdałam sobie sprawę z tego jak zadziałały na mnie słowa tej piosenki, teraz rozryczałam się na dobre i to głośno.

Gdy tylko się uspokoiłam, odsunęłam się od niego, a on wytarł mi rękawem resztę łez z policzków. Jego oczy mówiły same za siebie: "wszystko będzie dobrze, rozumiem cię lepiej niż myślisz". Uwierzyłam w to.



Po lekcjach udałam się od razu w stronę kontenerów na śmieci. Rośnie przy nich olbrzymi, chyba nawet wiekowy, dąb. Przy okazji stoi tam też betonowe ogrodzenie, tak więc między drzewem kontenerami i płotem jest w miarę dobra kryjówka. Nie dziwie się, że Justin też ja znalazł. Drzewo dodatkowo jest bardzo rozłożyste i jego gałęzie rosną dość nisko, dlatego też stwarza naturalną zasłonę od strony frontowych drzwi budynku... No, ale do rzeczy. Już prawie wchodziłam pod pierwszą z gałęzi, okrytą warstwą zielonych liści, gdy zauważyłam, opartego o wielki pień, Justina. Miał zamknięte oczy. Oddychał tak spokojnie i delikatnie, że zdawało mi się iż drzemie. Jednak otwarł jedno oko gdy mnie usłyszał. Jak już mnie zobaczył to otwarł też drugie i zerwał się na nogi. Chciałam chwilę posiedzieć w spokoju i poczekać aż reszta się rozejdzie, więc pokazałam mu gestem ręki żeby jeszcze usiadł. Tak też zrobił, wskazując miejsce obok siebie. Po chwili siedzieliśmy już razem rozkoszując się ciszą i ćwierkaniem ptaków nad naszymi głowami.
______________________________________________________________________________________

Jak się podoba? Tylko szczerze proszę. Starałam się, aby wyszedł jak najlepiej.
Tagi:
21.12.2012 o godz. 19:04